37 tys. zł za 21 dni w trasie – zaskakujący wyrok doprowadził do „skargi nadzwyczajnej”

20.12.2023

Państwowa Agencja Informacja (PAP) rozesłała dzisiaj do mediów zaskakujący materiał. Opowiada on wyroku bydgoskiego sądu, który przyznał kierowcy ciężarówki około 37 tys. złotych wynagrodzenia za trzy tygodnie w trasie.

Sprawa dotyczy kierowcy, który pracował w firmie transportowej przez 21 dni kalendarzowych, od 24 lutego do 16 marca 2022 roku, Jego zatrudnienie zostało przerwane nagle, kończąc się porzuceniem pojazdu we Francji, a następnie między stronami rozpoczął się spór o wynagrodzenie. Przewoźnik naliczył kwotę 2400 złotych, przekazując ją kierującemu. Kierowca udał się natomiast do sądu, żądając tam 6300 euro wynagrodzenia za trasy międzynarodowe, 1200 euro dodatków za międzynarodowe podróże służbowe, a także 1600 złotych za osiem dni prowadzenia po polskich drogach. Łącznie, już po ujednoliceniu waluty, dało to około 37 tys. złotych.

Do takich wysokich kwot kierowca doszedł w oparciu o zasady „Pakietu Mobilności”. Jak wiadomo, ten zakłada, że na kabotażu lub na przerzutach kierowca jest pracownikiem delegowanym i powinien zarabiać według stawek lokalnych, właściwych dla danej grupy zawodowej. Dodatkowo kierowca uwzględnił wszystkie godziny spędzone w ciężarówce, a więc nie tylko pracę, ale po prostu całą dobę. Sąd natomiast zgodził się z takim podejściem, uznając, że kierowcy faktycznie należało się tak wysokie wynagrodzenie. Wyrok ten został wydany zaocznie, a więc pod nieobecność przewoźnika, w czasie rozprawy z października ubiegłego roku.

37 tys. złotych za 21 dni w trasie to wynik, który może zaskoczyć obie strony branży transportowej – zarówno kierowców, jak i przewoźników. Ci pierwsi mogą bowiem pomarzyć o takich pieniądzach, nie tylko w Polsce, ale też w wielu krajach Europy Zachodniej. Ci drudzy mogą się natomiast zastanawiać, czy jedna ciężarówka zrobi im podobny przychód z 21-dniowego wyjazdu, jeszcze przed kosztami paliwa i jakimikolwiek opłatami. Jak to więc możliwe, że Sąd Rejonowy w Bydgoszczy nie dostrzegł w tych wyliczeniach niczego dziwnego? Zdaniem Prokuratury Generalnej, która pochyliła się teraz nad tą sprawą, bydgoski sędzia najwyraźniej nie zweryfikował obliczeń kierowcy, nie porównał ich z obowiązującymi przepisami i nie sprawdził pod kątem branżowych realiów.

Prokuratura Generalna postanowiła skierować całą sprawę do Sadu Najwyższego, w ramach tak zwanej „skargi nadzwyczajnej”. To procedura stosowana w sprawach, które zdaniem prokuratury naruszają „zasadę sprawiedliwości społecznej”. Jeśli natomiast Sąd Nadzwyczajny obali wyrok, Sąd Rejonowy w Bydgoszczy będzie musiał przeanalizować wszystko od nowa.

 

Źródło: 40ton.net