Afera z wyzyskiem kierowców na Litwie: kolejny protest oraz odpowiedź branży

25.02.2026

Sprawa wyzysku kierowców przez litewskie firmy transportowe wzbudza coraz więcej rozgłosu. W ostatnich dniach pojawiły się dwa kolejne rozdziały tej historii, z jeszcze jednym protestem na parkingu, a także z odpowiedzią przewoźników na słowa prokuratury.

Już od 2025 roku litewska prokuratura prowadzi szeroko zakrojone śledztwo dotyczące wyzysku kierowców pochodzących spoza Unii Europejskiej (artykuł tutaj). W ostatnich dniach Prokuratura Regionalna w Wilnie przedstawiła też nowe ustalenia na ten temat, twierdząc, że skala problemu ma być jeszcze większa niż pierwotnie zakładano. Oszustwa przy zatrudnianiu kierowców nazwano podstawą modelu biznesowego wielu krajowych przedsiębiorstw, a jednocześnie stwierdzono, że proceder nabrał już systemowego i ustrukturyzowanego charakteru (artykuł tutaj). Poza tym ten nowy komentarz zgrał się w czasie z nagłośnieniem protestu przy holenderskiej autostradzie A1, gdzie oddania ciężarówki przewoźnikowi odmawia kierowca z Tadżykistanu, skarżący się na nieotrzymywanie całych lub częściowych wynagrodzeń już od pół roku (artykuł tutaj).

Tyle szybkiego przypomnienia, a teraz przejdźmy do nowych informacji. Zacznijmy od tego, że do protestu przy A1 w Holandii dołączyła kolejna taka akcja, tym razem zorganizowana przy terminalu kontenerowym w Rotterdamie, na terenie Maasvlakte. Tam również protestuje kierowca z Tadżykistanu, twierdzący, że litewski przewoźnik – posiadający flotę około 750 ciężarówek – jest mu winny co najmniej 30 tys. euro w zaległych wynagrodzeniach. Na pieniądze te miały złożyć się okrojone lub niewypłacone wynagrodzenia z ostatnich dwóch lat pracy.

Podobnie jak w poprzednim przypadku, sprawą zainteresowały się holenderskie związki zawodowe. Wsparły one protestującego kierowcę nie tylko dostawami jedzenia oraz środków sanitarnych, ale też poradami prawnymi. Holendrzy są przy tym zdania, że kierowca powinien walczyć o jeszcze wyższą kwotę, gdyż z racji przewożenia kontenerów po Beneluksie powinien być traktowany jako pracownik delegowany i otrzymać wynagrodzenia dostosowane do lokalnego poziomu. Ponadto kierowcy zalecono powołanie się na obowiązujące w Holandii „prawo zatrzymania” (nider. „retentierecht”). To przepisy uprawniające kierowcę do zajęcia ciągnika siodłowego, naczepy oraz ładunku do czasu uzyskania zaległych wynagrodzeń. Tutaj też dodam, że holenderskie sądy naprawdę uznają to prawo, co pokazał wyrok z 2025 roku, prawnie przyznający ciężarówkę protestującemu kierowcy (artykuł tutaj).

Na tym sprawa się nie kończy, gdyż nowe głosy w sprawie dobiegają także z samej Litwy. Tam całą aferę skomentowało TTLA, litewskie stowarzyszenie firm transportowych, zrzeszające 25 największych przedsiębiorstw z tamtejszej branży. TTLA skrytykowało ostre wypowiedzi Prokuratury Regionalnej w Wilnie, twierdząc, że było to krzywdzące uogólnienie. Poskarżono się, że postawiło to branżę w bardzo złym świetle, wywołało negatywny przekaz w mediach i stworzyło skrzywiony obraz litewskiego transportu. Argumentowano to przede wszystkim stwierdzeniem, że prokuratorskie dochodzenie oparte jest na przeszukaniach i konfiskatach dokumentów z zaledwie sześciu firm, stanowiących ledwie ułamek branży.

TTLA jest też zdania, że takie postawienie sprawy przez prokuraturę może mieć negatywny wpływ na rozwój litewskiej branży transportowej. Szacuje się bowiem, że kierowcy spoza Unii Europejskiej stanowią około 80 procent kierowców zatrudnionych na Litwie, a więc firmy transportowe są kompletnie uzależnione od pozaunijnej rekrutacji. Jeśli więc śledztwo wpłynie na ograniczenie tej rekrutacji, dla litewskich przewoźników, w tym także firm zrzeszonych w TTLA, będzie to oznaczało odcięcie od źródła pracowników.

źródło: www.40ton.net