17.04.2026
Ubocznym efektem wojny na Bliskim Wschodzie może okazać się stworzenie trwałego i wiarygodnego szlaku drogowego łączącego nie tylko kraje tamtego regionu, ale via Turcja, otwierającego je na Europę, w tym Polskę. Ciężarówki poszły w ruch i ratują to, co utknęło w transporcie morskim i lotniczym.
W ostatnich latach na naszych oczach sektor transportu i logistyki uległ głębokim zmianom, głównie pod wpływem globalnych kryzysów geopolitycznych i gospodarczych. Punktem zwrotnym była pandemia COVID-19 w 2020 roku, która doprowadziła do poważnych zakłóceń w łańcuchach dostaw na całym świecie. Wzrosły koszty frachtu morskiego, co przełożyło się na większe zainteresowanie transportem drogowym. Jednocześnie wiele państw postanowiło skoncentrować się na krótszych, regionalnych łańcuchach dostaw. W przypadku Turcji szczególnie widoczny był wzrost przewozów drogowych do krajów Azji Centralnej.
Drugim fundamentalnym wydarzeniem był wybuch wojny rosyjsko-ukraińskiej w 2022 roku, który zakłócił funkcjonowanie Korytarza Północnego (wiodącego przez polskie Małaszewicze), dotychczas kluczowego dla handlu między Chinami a Europą. W rezultacie wzrosło znaczenie alternatywnych tras, w tym Korytarza Środkowego, prowadzącego przez Turcję i Kaukaz. Kryzys uwypuklił także znaczenie współpracy międzynarodowej - państwa regionu, takie jak Turcja, Azerbejdżan, Gruzja, Bułgaria i Rumunia, koordynowały działania, aby wspierać kierowców i utrzymać ciągłość transportu.
- W odpowiedzi na rosnący popyt Turcja zmodernizowała infrastrukturę graniczną i zwiększyła jej przepustowość. Mimo przejściowych zatorów udało się ograniczyć ryzyko poważniejszych zakłóceń, a wolumen tranzytu drogowego wzrósł o około 60 proc. Równolegle przyspieszyła cyfryzacja procesów transportowych. Wdrożenie systemu e-permit umożliwiło bardziej elastyczne zarządzanie przewozami, szczególnie w sytuacjach kryzysowych, gdy konieczna jest szybka zmiana tras - powiedział Hasan Boz, zastępca dyrektora generalnego tureckiego Ministerstwa Transportu i Infrastruktury podczas spotkania online zorganizowanego 15 kwietnia przez Międzynarodową Unię Transportu Drogowego (IRU).
Turcja umocniła swoją pozycję jako kluczowy hub tranzytowy między Europą a Azją i Bliskim Wschodem. Każdego dnia przez jej przejścia graniczne z Unią Europejską przejeżdża około 2500 ciężarówek, a dodatkowym wsparciem są rozwinięte połączenia ro-ro z portami włoskimi. Rocznie realizowanych jest około 1,1 mln operacji transportowych między Turcją a UE, co świadczy o dużej skali i znaczeniu tego kierunku.
Równolegle rozwijane są nowe korytarze transportowe. Szczególne znaczenie ma trasa przez Irak, wspierana wdrożeniem systemu TIR oraz projektem Development Road, który ma połączyć port Al-Faw w Iraku nad Zatoką Perską z Turcją i dalej z Europą. Już dziś część tego korytarza - 1200 km - funkcjonuje w ruchu drogowym. Docelowo ma być nim prowadzony także ruch kolejowy (całość szacowana jest na 17 mld dolarów). Istotne jest także ponowne otwarcie szlaku przez Syrię w 2025 roku, co umożliwia tranzyt do Jordanii, Libanu i innych krajów regionu.
- Transport drogowy potwierdził swoją elastyczność i odporność w warunkach kryzysowych. Jednocześnie jego efektywność zależy od współpracy międzynarodowej, harmonizacji przepisów, dostępności zezwoleń oraz ułatwień wizowych dla kierowców. Wspólne działania państw pozostają kluczowe dla dalszego rozwoju stabilnych i konkurencyjnych korytarzy transportowych - dodał Hasan Boz.
Jak podkreślił Achraf Ellili, prezes Flow Progressive Logistics (Arabia Saudyjska), takich zakłóceń w transporcie Bliski Wschód nie widział od pokoleń. Pierwszy raz problemy rozlały się na Zatokę Ormuz i Morze Czerwone jednocześnie. Mimo to ładunki nadal się przemieszczają - wojna ich nie zatrzymała.
- Reakcja była natychmiastowa: globalne linie żeglugowe zawieszały serwisy, przekierowywały statki i zmieniały porty rozładunku. Pierwsze tygodnie przyniosły chaos informacyjny i problemy z dostępnością mocy przewozowych, jednak szybko zidentyfikowano główne wąskie gardła. Najpoważniejszym problemem była eksplozja kosztów frachtu oraz gwałtowny wzrost składek ubezpieczeniowych i premii wojennych. Równolegle ujawniły się ograniczenia po stronie transportu lądowego: niedobór kierowców, sprzętu i agregatów chłodniczych - opisywał Achraf Ellili
Decydująca okazała się szybkość reakcji i poziom koordynacji między krajami. Przewagę zyskały te podmioty, które potrafiły efektywnie współpracować i szybko przekierowywać operacje. Wciąż jednak wyzwaniem pozostaje rozproszenie danych - brak jednolitego dostępu do informacji utrudnia planowanie i podejmowanie decyzji.
Z drugiej strony ostatnie tygodnie pokazały również bezprecedensowy poziom współpracy między administracją publiczną a sektorem prywatnym. To właśnie ta koordynacja - obok elastyczności operacyjnej - staje się fundamentem odporności logistyki w regionie.
Zdaniem Saudyjczyka ryzyko nie zniknie wraz z zakończeniem działań militarnych. Postrzegane zagrożenie utrzymuje się dłużej niż realne, co wpływa na decyzje armatorów i koszty operacyjne. Oznacza to, że sektor logistyki musi przygotować się na długotrwałą niestabilność.
Jak powiedział Hasan A. Almanasif, dyrektor wykonawczy Saudi Automobile & Touring Association, sytuacja spowodowała, że armatorzy coraz częściej sięgają po transport lądowy, w tym system TIR, który przechodzi obecnie test odporności. W ostatnich tygodniach potwierdził on swoją skuteczność - zapewniając ciągłość przewozów m.in. między Ad-Dammam (saudyjskie miasto nad Zatoką Perską) a Dżuddą (nad Morzem Czerwnym).
Saudi Automobile & Touring Association (SATA) to organizacja pełniąca kluczową rolę w systemie transportowym Arabii Saudyjskiej, m.in. jako operator systemu TIR. Wspiera międzynarodowy transport drogowy, upraszcza procedury celne i ułatwia tranzyt towarów. Działa we współpracy z administracją i organizacjami międzynarodowymi, wzmacniając płynność i bezpieczeństwo łańcuchów dostaw w regionie GCC (Gulf Cooperation Council: Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Kuwejt, Oman, Bahrajn).
Na kryzys zareagowało także Ministerstwo Transportu Iraku. Wdrożono skoordynowane działania zapewniających ciągłość handlu. Kluczowym elementem było utworzenie centrum operacyjnego pod nadzorem premiera, integrującego administrację, służby bezpieczeństwa i sektor prywatny. Centrum monitoruje przepływ ładunków i umożliwia szybkie podejmowanie decyzji w sytuacjach wymagających interwencji. Równolegle rozwijane są rozwiązania cyfrowe, usprawniające wymianę informacji i koordynację transportu.
- Wprowadzono także działania operacyjne na granicach: całodobowe odprawy, wyznaczanie alternatywnych tras oraz specjalnych korytarzy dla transportu TIR, co ogranicza zatory i skraca czas dostaw. Kluczowe znaczenie ma również współpraca regionalna z krajami takimi jak Arabia Saudyjska, Turcja czy Katar - stwierdził Mortada Kareem Al-Shahmani, dyrektor General Company for Land Transport w Iraku.
Transport drogowy przyszedł też z pomocą lotnictwu. Katarska Aero Group of Companies podjęła się przewozu ładunków z portu lotniczego Hamad.
- Współpracujemy z Qatar Airways w formule pilotażowej. Zrealizowaliśmy już 11-12 przejazdów, wszystkie dotyczyły ładunków lotniczych. Nie przewozimy ładunków powrotnych do Kataru, nasze ciężarówki wracają puste. W porównaniu z wcześniejszym systemem, wszystko działa sprawnie, a czas tranzytu skrócił się o około 40-50 proc. Staramy się jednak dalej go optymalizować. Widzimy obszary, w których można jeszcze skrócić czas przewozu - podsumował Thampoo Kurian, dyrektor Zarządzający Aero Group of Companies.
źródło: www.wnp.pl