02.10.2026
Problemy z terminowym odzyskiwaniem należności coraz mocniej wpływają na codzienne decyzje przewoźników. Firmy ograniczają inwestycje, przesuwają płatności, a część z nich szuka kapitału poza standardowym finansowaniem, by utrzymać bieżąą działalność i realizować kolejne zlecenia.
Co piąta firma transportowa sięga po prywatne pieniądze właściciela, żeby pokryć koszty działalności, zanim otrzyma zapłatę od klienta. 34 proc. przewoźników finansuje ten okres z własnych środków firmy, a 24 proc. korzysta z faktoringu - wynika z najnowszego badania Bibby Financial Services, zrealizowanego przez Keralla Research. Presja na płynność ma jednak również inne konsekwencje: 19 proc. firm przyznaje, że zdarza im się opóźniać płatności wobec dostawców, a tyle samo odkłada lub ogranicza inwestycje i remonty.
W transporcie pieniądze trzeba wyłożyć, zanim zacznie się na nich zarabiać. Paliwo, wynagrodzenie kierowcy, opłaty drogowe czy koszty eksploatacji pojazdu trzeba pokrywać na bieżąco, podczas gdy zapłata za wykonaną usługę przychodzi później. Jak pokazało najnowsze badanie Bibby Financial Services, aż 92 proc. przewoźników otrzymuje płatności po terminie, a mediana środków zamrożonych w niezapłaconych na czas fakturach wynosi obecnie 90 tys. zł. Niemal połowa badanych z tej grupy ma zamrożone ponad
100 tys. zł, a blisko co piąta - ponad 250 tys. zł.
Badanie przynosi też odpowiedź na pytanie, w jaki sposób firmy radzą sobie z tą luką.
Najczęściej przewoźnicy finansują koszty realizacji zleceń z własnych środków firmy i wypracowanych zysków - wskazało tak 34 proc. badanych. 24 proc. korzysta z faktoringu (przedsiębiorstwa dysponujące flotą przekraczającą 21 pojazdów, wskazują przy tym to rozwiązanie częściej niż najmniejsi przewoźnicy), a 21 proc. przyznaje, że zdarza im się sięgać po prywatne pieniądze właściciela. Taki sam odsetek korzysta z odroczonych płatności, np. kart paliwowych.
Znacznie rzadziej pojawia się klasyczne finansowanie bankowe. Z kredytu obrotowego lub limitu w rachunku korzysta 8 proc. badanych firm - to najniższy wynik w całym zestawieniu. Po prywatne pieniądze właściciela przewoźnicy sięgają więc niemal trzy razy częściej niż po kredyt obrotowy lub limit w rachunku.
Granica między finansami firmy a prywatnymi środkami przedsiębiorcy staje się w takich przypadkach bardzo cienka. Co istotne, nie jest to wyłącznie zjawisko charakterystyczne dla najmniejszych przewoźników.
- 21 proc. firm przyznaje, że zdarza im się korzystać z prywatnych środków, aby finansować działalność firmy do czasu otrzymania zapłaty od klientów. Analiza statystyczna nie pokazuje przy tym istotnych różnic w zależności od rozmiaru firmy mierzonego wielkością floty. Nie można więc uznać tego zjawiska wyłącznie za domenę mikroprzewoźników. Praktyka doraźnego ratowania płynności pojawia się również w większych firmach komentuje Katarzyna Pydych, CEO i założycielka Keralla Research.
Dane o źródłach finansowania można jednak czytać na dwa sposoby. Część ekspertów branżowych uważa, że prywatne pieniądze właściciela nie są w transporcie wyborem, lecz etapem, który następuje po wyczerpaniu dostępnego finansowania zewnętrznego.
- Większość przewoźników, zarówno dużych, jak i małych, finansuje od dawna swoją działalność z debetów, kredytów czy faktoringu. Ogrom przewoźników zużył już swoje możliwości kredytowe i musiał sięgnąć po środki rodziny bliższej i dalszej mówi Leszek Luda, prezes Polskiej Unii Transportu.
Badanie nie pozwala rozstrzygnąć, czy sięganie po prywatne pieniądze wynika z wyboru przedsiębiorcy, czy z wyczerpania innych możliwości finansowania. Pokazuje jednak, że z kredytu obrotowego i faktoringu korzysta w sumie 32% badanych - i że obie te formy finansowania nie zamykają luki, którą firmy muszą pokryć, zanim zapłaci klient.
Badanie Bibby Financial Services pokazuje również inne sposoby radzenia sobie z okresem oczekiwania na pieniądze od klientów. 19 proc. przewoźników przyznaje, że zdarza im się opóźniać płatności wobec swoich dostawców. Tyle samo odkłada lub ogranicza inwestycje i remonty. 17 proc. ogranicza zatrudnienie, a 12 proc. przesuwa płatności publicznoprawne, takie jak ZUS czy podatki.
W ten sposób luka finansowa wywołana oczekiwaniem na zapłatę zaczyna oddziaływać na kolejne obszary działalności – relacje z dostawcami, inwestycje, zatrudnienie, a w części firm także terminowość zobowiązań publicznoprawnych. Firma, która nie dostaje pieniędzy na czas, musi znaleźć kapitał na następny przewóz albo przesunąć inne wydatki.
Prywatne pieniądze nie powinny być stałym źródłem kapitału obrotowego
Dla przewoźników problemem staje się już nie tylko czas oczekiwania na należności, ale również sposób finansowania działalności w tym okresie. Korzystają przy tym z bardzo różnych sposobów finansowania działalności przed otrzymaniem zapłaty. Dla części firm buforem pozostają przy tym własne zyski lub zewnętrzne finansowanie, ale w co piątej do utrzymania bieżącej działalności angażowany jest również prywatny kapitał właściciela.
- Jednorazowe dołożenie prywatnych środków do firmy nie musi jeszcze oznaczać problemu. Sygnałem ostrzegawczym jest sytuacja, w której staje się to stałym sposobem finansowania bieżącej działalności. Wtedy płynność przedsiębiorstwa zaczyna zależeć od zasobów właściciela, zamiast od przewidywalnego źródła kapitału obrotowego. W transporcie ma to szczególne znaczenie, ponieważ każde kolejne zlecenie wymaga poniesienia kosztów jeszcze przed otrzymaniem zapłaty za poprzednie. Faktoring pozwala powiązać finansowanie właśnie z należnościami powstającymi w firmie i skrócić czas oczekiwania na gotówkę mówi Piotr Taras, dyrektor ds. finansowania biznesu w Bibby Financial Services Polska.
źródło: www.etransport.pl