04.02.2026
Branża TSL od lat boryka się z problemem, który dla wielu przedsiębiorców stał się barierą nie do przebicia: zatorami płatniczymi. Sytuacja, w której mała firma przewozowa czeka na zapłatę za wykonane zlecenie dwa, a czasem nawet trzy miesiące, stała się rynkową normą. Obecnie jednak oczy całego sektora zwrócone są na Ministerstwo Infrastruktury, gdzie przygotowany został projekt nowelizacji przepisów mający radykalnie skrócić ten czas. Aktualnie projekt znajduje się w wykazie prac legislacyjnych rządu. Walka toczy się o to, by ustawowy termin płatności wynosił zaledwie 14 dni. Choć dla wielu przewoźników brzmi to jak wybawienie, wśród spedytorów i części ekspertów projekt budzi spore obawy.
Głównym instrumentem zmian jest projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, znany pod sygnaturą UD18. Dokument ten przewiduje m.in. wprowadzenie sztywnego, 14-dniowego terminu płatności jako standardu w rozliczeniach za przewóz drogowy rzeczy. Możliwość wydłużenia tego okresu do 30 dni miałaby być dopuszczalna jedynie w wyjątkowych sytuacjach, pod warunkiem uzyskania wyraźnej zgody przewoźnika i zawarcia stosownego zapisu w umowie. Resort argumentuje, że obecna dowolność kontraktowa doprowadziła do patologii, w której wielkie korporacje i spedycje kredytują swoją działalność kosztem najmniejszych graczy. Skrócenie terminów ma poprawić płynność finansową sektora, który w 2026 roku wciąż zmaga się z wysokimi kosztami operacyjnymi i rosnącymi obciążeniami administracyjnymi.
Przedstawiciele branży od dawna zwracają uwagę na patologie związane z płatnościami za usługi przewozowe. Maciej Wroński, prezes związku Transport i Logistyka Polska (TLP), alarmuje o dramatycznej kondycji rozliczeń w branży. W jednym z raportów wskazał bez ogródek: – Skala sygnalizowanych nieprawidłowości jest porażająca. Wyniki naszego badania jasno wskazują, że rynek nie funkcjonuje w sposób prawidłowy.
Zdaniem prezesa TLP, sytuacja, w której ponad 40 procent przewoźników spotyka się z terminami płatności przekraczającymi 120 dni, wymaga natychmiastowej interwencji państwa. Z kolei Jakub Gwiazdowski, ekspert z firmy Transcash, zwraca uwagę na dodatkowy problem, jakim jest obieg dokumentów. – Czas na spłatę, liczony od chwili dostarczenia dokumentów, wydłuża się o kolejne dni lub tygodnie – komentuje. Nowe prawo miałoby ukrócić te praktyki, narzucając jasne ramy czasowe niezależne od biurokratycznych wybiegów.
Mimo szczytnych celów, projekt napotyka na silny opór, zwłaszcza ze strony środowisk spedycyjnych. Krytycy wskazują, że Polska próbuje wprowadzić regulacje znacznie surowsze niż te, nad którymi pracuje obecnie Unia Europejska. Mariusz Frąc, ekspert branży i założyciel Stowarzyszenia Ambasador Polskiego Transportu, ostrzega przed zbytnią restrykcyjnością krajowych przepisów. – W Polsce 30 dni na płatność, a w całej Unii nawet 120? Niestety z doświadczenia można przewidzieć, że taka sytuacja wręcz bardzo zaszkodziłaby polskiej branży transportowej. Nie możemy jako jedyny kraj w Europie podjąć tego typu kroków – zwraca uwagę.
Spedytorzy obawiają się, że będą musieli zapłacić przewoźnikowi w ciągu dwóch tygodni, podczas gdy ich własny klient, często zagraniczny koncern, przeleje pieniądze po 60 dniach. Taka luka w płynności mogłaby doprowadzić do fali bankructw wśród firm pośredniczących, co w efekcie uderzyłoby w cały łańcuch dostaw.
źródło: www.truckbiznes.pl