11.05.2026
W 2025 roku liczba naruszeń w transporcie drogowym zbliżyła się do 268 tys. To o ponad 100 tys. więcej niż rok wcześniej, więc oznacza systemowy problem, który dotyka coraz więcej firm transportowych. Sprawdzamy, jakie są jego przyczyny i konsekwencje dla branży.
Skala problemu: 267 tys. naruszeń – co naprawdę oznaczają dane ITD?
Inspekcja Transportu Drogowego przeprowadziła w 2025 roku ponad 225 tys. kontroli, w wyniku których ujawniono 267,8 tys naruszeń. Równie niepokojący jest jednak wzrost najpoważniejszych naruszeń (+71%). Świadczy bowiem o tym, że problem nie dotyczy drobnych uchybień, ale fundamentalnych błędów operacyjnych.
Najczęstsze naruszenia w 2025 – gdzie firmy tracą najwięcej?
Największy wzrost naruszeń dotyczy niestety czasu pracy kierowców. W 2024 r. ujawniono 51,9 tys naruszeń w tej kategorii, a w 2025 aż 103,6 tys. Najczęściej powodowały je przekroczenie dziennego czasu jazdy (często powyżej 10 godzin) oraz skracanie odpoczynków. Szczególnie alarmujący jest wzrost przypadków skracania tygodniowego odpoczynku aż o blisko 400%.
Tachografy: drobne błędy, duże konsekwencje
Drugim obszarem ryzyka są tachografy. W 2025 roku liczba naruszeń związanych z ich obsługą przekroczyła 60 tys., przy czym najczęstszym problemem był brak wymaganych wpisów (ponad 48 tys.). Podczas gdy kilka lat temu dominowały manipulacje przy tacho, dziś błędy są częstsze i „drobne”, ale występują masowo. Wskazuje to na brak kontroli nad procesem i obsługą urządzeń.
Nie ma oczywiście jednej odpowiedzi, ale analizując dane ITD można wskazać potencjalne powody wzrostu liczby naruszeń. Pierwszym z nich wydaje się presja czasu. Transport działa dziś na minimalnych marżach. Każda godzina przestoju to strata, więc trasy są maksymalnie „upychane”, przez co margines błędu praktycznie nie istnieje.
Dodatkowo w wielu firmach dane z tachografów nie są analizowane na bieżąco, a kontrola odbywa się dopiero po ujawnieniu naruszeń. W ten sposób błędy kumulują się. Sytuację pogarsza jeszcze brak kierowców, który powoduje obciążenie truckerów wykonujących swoją pracę nierzadko w stanie zmęczenia.
W zależności od naruszenia, kary mogą sięgać nawet kilkunastu tysięcy złotych za jeden przypadek. Problem w tym, że naruszenia rzadko występują pojedynczo. W praktyce jedna kontrola może ujawnić kilka błędów czasu pracy, brak wpisów w tachografie i do tego uchybienia dokumentacyjne. W efekcie jej łączny koszt szybko może przekroczyć 10 – 20 tys. zł, a w skrajnych przypadkach nawet znacznie więcej.
Kary finansowe, choć bolesne, nie są jedynymi konsekwencjami naruszeń. Dochodzą do nich przecież zatrzymanie pojazdu i opóźnienia w dostawie, a czasem też konieczność reorganizacji trasy. Może to skutkować kolejnymi karami (umownymi – za opóźnienia), spadkiem wiarygodności, a nawet utratą kontaktów.
Dlatego finalnie jedna kontrola ITD, która wykazała szereg naruszeń, może kosztować firmę nie kilkanaście, ale kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Wzrost naruszeń o 100 tys. rok do roku to nie incydent, tylko trend. Po części wynika on z większej liczby naruszeń, po części ze skuteczniejszych kontroli. Niezależnie od tego kontrole przestały być incydentalne, a stały się elementem codzienności. W takiej sytuacji nie można sobie pozwolić na życzeniowe myślenie w stylu „jakoś to będzie”. Trzeba po prostu przestrzegać przepisów.
Tym bardziej że przy tak niskich marżach jedna większa kara może w całości pochłonąć zysk z transportu, a kilka kontroli w miesiącu realnie obniżyć miesięczny dochód firmy. Dlatego kluczowe są bieżące analizy, szczególnie czasu pracy kierowców, które pozwolą wychwycić pojedyncze naruszenia i zatrzymać ich serię, zanim zacznie ona systematycznie obciążać rentowność całego biznesu.
źródło: www.truckfocus.pl