04.05.2026
System Entry/Exit System (EES) obowiązuje w pełnym zakresie od 10 kwietnia 2026 r. i już wywołał pierwsze realne zakłócenia w transporcie. Na Bałkanach odbyły się blokady granic, chociaż ich skala była ograniczona. Dziś największym problemem branży nie są same protesty, lecz nowa operacyjna rzeczywistość: dłuższe odprawy, ograniczenia dla kierowców i rosnąca nieprzewidywalność.
Wdrożenie EES, czyli unijnego systemu rejestracji wjazdów i wyjazdów obywateli państw trzecich na granicach strefy Schengen, zbiegło się w czasie z działaniami protestacyjnymi przewoźników z Bałkanów, które były zapowiadane już wcześniej. System zastępuje tradycyjne stemplowanie paszportów i umożliwia m.in. automatyczne monitorowanie zasady 90/180 dni pobytu.
W połowie kwietnia przez 72 godziny blokowano przejścia graniczne w Czarnogórze, ale w innych krajach regionu (np. Serbii) organizacje branżowe postanowiły wstrzymać protesty, w oczekiwaniu na dalsze rozmowy z Komisją Europejską.
Mimo że EES jest systemem administracyjnym, to w praktyce bezpośrednio wpływa na codzinną działalność firm transportowych. Nowe procedury graniczne (obejmujące również rejestrację danych biometrycznych) wydłużają czas kontroli, zwiększając kolejki na zewnętrznych granicach UE oraz zmienność czasu przejazdu. Utrudnia to planowanie tras i eskaluje ryzyko opóźnień w dostawach.
EES w pełni egzekwuje zasadę pobytu maksymalnie 90 dni w ciągu 180 dni dla obywateli państw trzecich. Z tego powodu firmy transportowe, korzystające z kierowców spoza UE, muszą dokładnie monitorować czas ich pobytu, co wiąże się z ograniczoną dostępnością kadry i większą rotacją pracowników.
Co więcej, wciąż brakuje jednolitej interpretacji nowych regulacji. W efekcie pojawiają się różnice w praktycznym stosowaniu procedur na granicach. Uderza to w przewidywalność operacyjną, kluczową przecież dla branży TSL.
Nic więc dziwnego, że temat EES wywołuje napięcia w sektorze transportu drogowego. Sytuację pogarsza brak dedykowanych regulacji. Na poziomie unijnym omawiane są różne rozwiązania, w tym długoterminowe wizy dla kierowców czy specjalne pozwolenia umożliwiające pracę w UE. Problem w tym, że są one dopiero propozycjami, a nie obowiązującymi przepisami. Co więcej, część państw członkowskich podchodzi do nich sceptycznie, wskazując na kwestie bezpieczeństwa i integralności strefy Schengen.
Jak wspomnieliśmy, niektóre z zapowiadanych protestów nie doszły do skutku, jednak sytuacja pozostaje dynamiczna. Przedstawiciele branży podkreślają, że brak konkretnych decyzji może prowadzić do ponownych blokad, które mogą mieć jeszcze szerszy zasięg, aby wzmocnić presję na instytucje unijne. Dlatego ryzyko zakłóceń w transporcie międzynarodowym pozostaje wysokie.
Przy braku innych regulacji prawnych kluczowe staje się dostosowanie do obowiązujących przepisów. Firmy transportowe powinny w szczególności monitorować czas pobytu kierowców w strefie Schengen i planować rotację kadry z wyprzedzeniem. Należy również uwzględniać rezerwy czasowe w realizacji zleceń. Działania te pozwalają ograniczyć ryzyko operacyjne, choć oczywiście nie eliminują go całkowicie.
Wszystko zależy od decyzji unijnych i reakcji rynku. Możliwe są w zasadzie trzy scenariusze:
Trudno zaprzeczyć, że branża TSL jest zainteresowana wyłącznie pierwszą opcją. Aktualnie jednak dla firm transportowych kluczowe jest nie tylko śledzenie zmian regulacyjnych, ale przede wszystkim elastyczne zarządzanie operacjami w warunkach rosnącej niepewności.
źródło: www.truckfocus.pl