19.10.2026
Nowe zasady działania ukraińskiej e-kolejki dla ciężarówek przekraczających granicę bulwersują polskich przewoźników. Problem dotyczy pierwszeństwa przyznawanego m.in. przewozom realizowanym przez przedsiębiorstwa ze statusem AEO. Według przedstawicieli polskiej branży transportowej podobne uprawnienia nie działają na równych zasadach w przypadku firm z Polski. Przy dużym natężeniu ruchu różnica może oznaczać wiele godzin, a nawet kilka dni oczekiwania.
Ukraiński system eCherha, czyli elektroniczna kolejka umożliwiająca rejestrację pojazdu przed przekroczeniem granicy, działa zarówno dla ukraińskich, jak i zagranicznych przewoźników. Kierowca zapisuje pojazd do systemu, oczekuje na wyznaczony termin i powinien pojawić się na przejściu w odpowiednim czasie.
Od 17 lipca br. Ukraińska Służba Celna testuje nowy mechanizm ustalania priorytetów w tym systemie. Jedną z grup, które mogą otrzymać pierwszeństwo w elektronicznej kolejce, są przewozy towarów przedsiębiorstw posiadających status AEO (Authorised Economic Operator). Priorytet dotyczy również m.in. przewozów wykorzystujących deklarację tranzytową T1 lub karnet TIR.
Status AEO potwierdza spełnienie przez przewoźnika wymagań dotyczących m.in. bezpieczeństwa, wiarygodności i przestrzegania przepisów celnych. Dzięki niemu można przejeżdżać granicę w trybie priorytetowym i tak właśnie dzieje w przypadku ukraińskich przewoźników. Niestety polskie firmy z unijnym certyfikatem AEO nie mają takiego pierwszeństwa.
Powodem jest brak wzajemnego uznawania statusu AEO między Ukrainą a Unią Europejską. Oznacza to, że certyfikat wydany w UE nie daje obecnie polskiemu przewoźnikowi takich samych korzyści w ukraińskim systemie.
Różnice w czasie oczekiwania są olbrzymie. Polscy przewoźnicy skarżą się, że przejazd z wykorzystaniem pierwszeństwa może być liczony w godzinach, podczas gdy bez takiego priorytetu oczekiwanie na przekroczenie granicy może trwać nawet kilka dni.
To poważny problem, bo przecież dla firmy transportowej wielogodzinny lub kilkudniowy postój utrudnia planowanie następnych zleceń, wpływa na organizację czasu pracy kierowcy i ogranicza produktywność pojazdu. A tymczasem konkurencja przekracza tę samą granicę znacznie szybciej.
W czerwcu 2022 roku UE i Ukraina podpisały umowę częściowo liberalizującą drogowy transport towarów. Dzięki niej przewoźnicy z Ukrainy i państw Unii uzyskali możliwość wykonywania objętych porozumieniem przewozów bilateralnych i tranzytowych bez wcześniej wymaganych zezwoleń. Obowiązywanie porozumienia przedłużono do 31 marca 2027 roku.
Teraz w branży pojawiają się sugestie, że odpowiedzią na obecną sytuację powinno być ponowne wprowadzenie zezwoleń dla ukraińskich firm wykonujących przewozy komercyjne. Przedstawiciele przewoźników podkreślają, że jeżeli nie ma możliwości zapewnienia wzajemnego uznawania uprawnień i jednakowych zasad, Polska powinna zabiegać o zmianę obecnych regulacji lub zastosowanie analogicznych rozwiązań wobec ukraińskich przewoźników.
Kolejnym problemem są duże różnice w czasie odpraw w zależności od kierunku przejazdu. Załadowane ciężarówki jadące z Polski do Ukrainy czekają zwykle kilka lub kilkanaście godzin, natomiast powrót pustego zestawu do Polski może oznaczać wielodniowe oczekiwanie.
Pojawiają się postulaty dotyczące skuteczniejszych kontroli opłat drogowych i mandatów ukraińskich pojazdów poruszających się po Polsce. Wszystko to zwiększa dynamikę dyskusji na temat warunków konkurencji w przewozach pomiędzy Unią Europejską a Ukrainą. Tymczasem polscy przewoźnicy tracą czas i efektywność w kilkudniowych oczekiwaniach na możliwość przekroczenia granicy, którą ukraińskie pojazdy z takim samym statusem pokonują w trybie priorytetowym.
źródło: www.truckfocus.pl