14.09.2026
W transporcie drogowym znajomość języka obcego nie jest formalnym wymogiem dla zawodowego kierowcy. Widać to również w ofertach pracy. Analiza ponad tysiąca ogłoszeń pokazuje dużą różnicę między wymaganiami stawianymi kierowcom i spedytorom.
Maszynista prowadzący pociąg przez granicę musi wykazać się znajomością języka na poziomie B1, kapitan statku – angielskim w standardzie STCW, pilot – poziomem 4 w skali ICAO. Kierowca ciężarówki jadącej z Warszawy do Lizbony nie musi spełniać żadnych wymagań językowych. Rynek pracy odzwierciedla ten stan: znajomości języka wymaga 11 proc. ogłoszeń dla kierowców na trasy międzynarodowe i aż 82 proc. ofert dla spedytorów, którzy te same przewozy koordynują – wynika z analizy przeprowadzonej przez zespół Fluentbe, czołowej polskiej platformy do nauki języków.
Zespół platformy językowej Fluentbe przeanalizował ponad tysiąc ogłoszeń o pracę opublikowanych w pierwszej połowie lipca na portalach OLX Praca, Pracuj.pl i RocketJobs. Pod lupę wzięto oferty na pełny etat, z umową o pracę i z jawnie podanymi widełkami wynagrodzenia. W całym transporcie i logistyce znajomości języka obcego wymagało 15 proc. ofert – wyraźnie mniej niż średnia dla całego rynku, wynosząca 26 proc.
Sama średnia niewiele jednak mówi, dopóki nie rozbije się jej na konkretne stanowiska. Wśród ogłoszeń dla kierowców międzynarodowych wymóg językowy pojawił się tylko w co dziesiątym. Dodatkowo w części z nich figuruje nie wśród kwalifikacji niezbędnych, a dodatkowych. Zdarza się też, że w opisie stanowiska znajduje się informacja o „dyspozycjach w języku polskim”.
W wypadku spedytorów i dyspozytorów znajomość języka obcego znajduje się na liście wymagań w ponad 80 proc. ogłoszeń. Wśród analizowanych ofert wymagany był tylko język angielski. W pojedynczych znajomość niemieckiego była uznawana za dodatkowy atut.
W ogłoszeniach dla spedytorów widać też zależność, którą Fluentbe opisywało już we wcześniejszej analizie zarobków: im wyższy wymagany poziom języka, tym wyższe widełki. Ogłoszenia z poziomem B1 lub językiem jedynie “mile widzianym” oferują 5 500–7 000 zł. Te z wymogiem B2 sięgają 12 000–14 000 zł. Najlepiej opłacana oferta w całej grupie – 22 000–32 000 zł – jest zarazem jedyną, w której pracodawca wymaga biegłości na poziomie C1/C2.
– Kierowca porusza się w świecie zaprojektowanym tak, żeby dało się w nim funkcjonować bez rozmowy: dokument przewozowy ma ustalony format, znaki drogowe są zharmonizowane, a dyspozytor jest pod telefonem. Spedytor pracuje głosem i klawiaturą – dla niego język jest takim samym narzędziem pracy jak system do zarządzania zleceniami – zauważa Miłosz Ryniecki, prezes i współtwórca Fluentbe, platformy do nauki języków obcych online.
Taki podział ról nie wynika wyłącznie z praktyki firm przewozowych, odpowiada mu stan przepisów. Spośród wszystkich gałęzi transportu międzynarodowego tylko w drogowym od osoby prowadzącej pojazd nie wymaga się znajomości jakiegokolwiek języka. W lotnictwie, żegludze i na kolei wymagania językowe są skodyfikowane, mają określony poziom i podlegają okresowej weryfikacji.
Nie chodzi przy tym o lukę czy przeoczenie. Dyrektywa (UE) 2022/2561 regulująca kwalifikację wstępną i szkolenia okresowe kierowców zawodowych wymienia kilkanaście obszarów wiedzy – od techniki jazdy i systemów bezpieczeństwa, przez mocowanie ładunku i przepisy socjalne, po pierwszą pomoc i dokumenty przewozowe. Ani jedna pozycja nie dotyczy języka ani kompetencji komunikacyjnych.
– Kierowca radzi sobie bez języka tak długo, jak długo wszystko idzie zgodnie z planem. Problem zaczyna się przy odstępstwie od rutyny: kontrola drogowa, w której trzeba coś wyjaśnić, a nie tylko okazać dokument, awaria na obcej autostradzie, spór przy rozładunku – mówiMiłosz Ryniecki. – W takich momentach kierowca dzwoni do spedytora i to on rozwiązuje sprawę zdalnie. To działa, ale jeden telefon staje się wąskim gardłem dla całego przewozu. A przecież spedytor koordynuje pracę wielu kierowców jednocześnie – dodaje prezes Fluentbe.
Co więcej, tam gdzie przepisy w ogóle zajmują się kwestią porozumienia się z kierowcą, obowiązek ten lokują po stronie firmy. Umowa ADR, regulująca przewóz towarów niebezpiecznych, nakłada na przewoźnika obowiązek przekazania załodze instrukcji w języku, który każdy jej członek jest w stanie przeczytać i zrozumieć, oraz upewnienia się, że zostały one zrozumiane.
Regulacje idą zresztą w stronę usuwania bariery językowej, a nie jej stawiania. Polskie przepisy pozwalają osobie przystępującej do testu kwalifikacyjnego zapewnić sobie tłumacza przysięgłego, jeżeli nie włada polskim w stopniu umożliwiającym przeprowadzenie egzaminu. Ponadto testy kwalifikacyjne dla kierowców zawodowych w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego są prowadzone nie tylko po polsku, ale też po angielsku, rosyjsku i ukraińsku.
– Z tych przepisów płynie dość jasny sygnał: w transporcie drogowym język jest kompetencją organizacji, a nie pojedynczego kierowcy. I właśnie tam, gdzie stanowi codzienne narzędzie pracy, warto go rozwijać – uważa prezes Fluentbe. – Dlatego warto szukać na rynku kursów dopasowanych nie tyle do branży, co do wąskich specjalizacji: dla spedycji, dla obsługi celnej, dla samych kierowców – gdzie nie chodzi o szeroki zasób słownictwa, tylko o zestaw sytuacji, które zdarzają się w trasie. W przypadku naszych kursów rozmowy z lektorką AI pozwalają dodatkowo przećwiczyć konkretne scenariusze – reklamację, spór o dokumenty, rozmowę ze służbami – i powtórzyć każdy tyle razy, żeby w nieprzewidzianej sytuacji bariera językowa nie stanęło kierowcom na drodze – podkreśla Miłosz Ryniecki.
źródło: www.truckfocus.pl