Kiedy i jak zleceniodawcy mogą zapłacić za zaległe wynagrodzenia dla kierowców?

12.06.2026

Kwestia zorganizowanego, wręcz systemowego zalegania z wynagrodzeniami, obejmującego kierowców przebywających przez nawet rok w trasie, wzrosła w branży transportowej do rangi olbrzymiego problemu. Coraz łatwiej bowiem spotkać ciężarówki, których użytkownicy opierają swoją działalność właśnie na takim zjawisku. Dlatego holenderscy przewoźnicy i związkowcy przedstawili dodatkowe informacje na temat swojego nowego sposobu zwalczania tego zjawiska, opartego na zachodnich zleceniodawcach.

Na początku miesiąca pisałem o wejściu holenderskich urzędników sądowych do siedmiu dużych przedsiębiorstw z branży transportowej. W firmach tych zebrano łącznie sześciocyfrową kwotę, zabezpieczając ją na rzecz czterech kierowców z Zimbabwe, będących byłymi pracownikami przewoźnika z Litwy i mających problem z uzyskaniem zaległych wynagrodzeń. To właśnie w tej sprawie pojawiły się dodatkowe informacje, podane na łamach holenderskiego dziennika branżowego „Nieuwsblad Transport”.

Wśród firm, u których zabezpieczono pieniądze, wymieniono tak znane podmioty, jak między innymi DFDS, P&O oraz Samskip. To właśnie oni mieli być zleceniodawcami przewozów wykonywanych przez zimbabwiańskich pracowników litewskiej firmy Cargo24. Mężczyźni ci jeździli na przerzutach po Holandii, Belgii oraz Niemczech, a firma miała im przy tym przekazywać tylko część wynagrodzeń. Były to kwoty rzędu 30-40 dolarów amerykańskich (110-150 złotych) na dobę, znacznie poniżej jakichkolwiek transportowych norm, nawet tych z najbiedniejszych krajów Europy. Co natomiast z resztą środków? Tę kierowcy mieli obiecaną przy najbliższym zjechaniu na bazę. Jak jednak wiadomo, kierowcy z Afryki lub dalekiej Azji często pozostają na przerzutach całymi miesiącami, nierzadko nawet tak długo, jak pozwalają na to wizy. Zjazd na Litwę nigdy więc tutaj nie nadchodził i w końcu kierowcy mieli zaprzestać pracy, zaprzestać pracy, nie chcąc dalej jej wykonywać za skrajnie niską stawkę.

Łączne zaległości w wynagrodzeniach, które skumulowały się przez powyższy „system”, sięgnęły 232 tys. euro. Jak natomiast pozyskano te pieniądze od wspomnianych zachodnich zleceniodawców? Prawnicy i związkowcy wytłumaczyli w materiale „Nieuwsblad Transport”, że sąd pozwolił zgłosić się po te pieniądze, które zleceniodawcy mieli w najbliższym czasie wypłacić firmie Cargo24. Innymi słowy, zabezpieczone środki to de facto frachty litewskiego przewoźnika, które miały trafić do niego, ale zamiast tego trafią do byłych kierowców.

Jak na razie sąd miał zgodzić się na samo zabezpieczenie środków, a więc zamrożenie ich na kontach, by uniknąć przeznaczenia ich na inny cel. Teraz prawnicy zamierzają dopiąć kolejny krok, mianowicie ostateczne przekazanie tych pieniędzy kierowcom. Sprawa podobno jest już w toku i ma zostać zakończona w ciągu najbliższych kilku tygodni.

Samo uzyskanie pieniędzy to tutaj tylko część całej sprawy. W powyższym mechanizmie chodzi też oczywiście o wymiar odstraszający, mający zniechęcić duże firmy do stałej współpracy z przewoźnikami stosującymi podejrzane praktyki. Tutaj sama za siebie może mówić decyzja firmy DFDS, która miała już ogłosić natychmiastowe zerwanie współpracy z omawianym przedsiębiorstwem z Litwy.

źródło: www.40ton.net