18.03.2026
Holenderskie prawo retencji znowu odegrało kluczową rolę w sporze między kierowcą a przewoźnikiem. Sąd pozwolił bowiem kierowcy zająć kompletny zestaw w ramach walki o należne pieniądze.
Przed sądem stanęli przewoźnik z Litwy oraz kierowca z Tadżykistanu. O tym ostatnim mogliście już słyszeć, gdyż mężczyzna ten rozpoczął protest przy holenderskiej autostradzie A1, zwracając tym uwagę lokalnych mediów oraz związków zawodowych. Protest ten polegał na zatrzymaniu ciągnika siodłowego z naczepą na parkingu, odmowie dalszego wykonywania obowiązków, a jednocześnie odmowie wydania pojazdu pracodawcy. Wszystko po to, by uzyskać zaległy przychód, łącznie opiewający na kilkanaście tysięcy euro.
W odpowiedzi na ten protest przewoźnik postanowił odzyskać pojazd drogą prawną. Zgłosił się do sądu z holenderskiej prowincji Overijssel, na terenie której znajdował się parking, oskarżając kierowcę o bezprawne zajęcie mienia. Kierowca, wsparty przez holenderskie związki zawodowe, odpowiedział natomiast na te zarzuty poprzez powołanie się na prawo retencji, a więc możliwości zajęcia majątku dłużnika w celu wyegzekwowania zaległości. Ponadto kierowca wyjaśnił sądowi, skąd wzięły się te zaległości i jakich nadużyć dopuściła się firma.
Jak ustalono w trakcie procesu, podstawowe wynagrodzenie kierowcy miało wynosić 10,48 euro brutto za godzinę. Podczas nieprzerwanego, 7-miesięcznego pobytu w trasie, od początku lipca 2025 roku do początku lutego 2026 roku, kierowca miał przepracować 1348 godzin, a więc złożyło się to na kwotę około 14,1 tys. euro brutto.
Holenderski sąd od razu też zauważył, że taka stawka brutto była stanowczo zbyt niska. Tadżyk jeździł bowiem litewską ciężarówką po Europie Zachodniej, w ramach transportu trójstronnego, czyli podlegał zasadom delegowania. Dlatego sąd sam doliczył do każdej z 1348 przepracowanych godzin uśrednione 4 euro brutto podwyższenia wynagrodzenia. Łącznie złożyło się to na dodatkową kwotę 5,4 tys. euro.
Ponadto kierowcy miały przysługiwać dodatki za pobyt w trasie. W trakcie procesu ustalono, że miało to być 61 euro za każdy przepracowany dzień. Łącznie, po 214 dniach mieszkania w kabinie, złożyło się to na kwotę 13 tys. euro. Po dodaniu do tego wynagrodzenia podstawowego oraz podwyższenia wynagrodzenia zarządzonego przez sąd dało to więc łącznie 32,5 tys. euro. Tymczasem kierowca wykazał w sądzie, że dotychczas udało mu się wyegzekwować od firmy 14,7 tys. euro. To blisko 18 tys. euro mniej niż sądowe wyliczenia.
W świetle tej sytuacji sąd uznał, że kierowca faktycznie miał prawo zastosować prawo retencji i zająć ciągnik siodłowy z naczepą do czasu uzyskania należnych środków. Co więcej, sąd nie zgodził się z przewoźnikiem, który próbował wykazać, że zajęcie ciągnika i naczepy jest nieproporcjonalne, z uwagi na ich znacznie wyższą wartość. Sąd stwierdził bowiem, że kierowca ma na tyle małe możliwości wpłynięcia na przewoźnika, że wyjątkowo może zająć mienie o znacznie większej wartości. Poza tym sąd odrzucił propozycję przewoźnika, którą miało być wypłacenie należnych środków po zwróceniu ciężarówki na Litwę, na bazę firmy. Stwierdzono, że kierowca musi natychmiast otrzymać należne środki, bez żadnych dodatkowych warunków, jako że pieniądze te były mu potrzebne do utrzymania się w trasie. Poza tym firmie transportowej nakazano pokrycie kosztów sądowych, obliczonych na 2452 euro.
Mówiąc więc krótko, holenderski sąd przyznał kierowcy prawo do zajmowania zestawu tak długo, aż na jego konto trafią całe należne środki, w wysokości blisko 18 tys. euro. Dodam, że to już drugi tego typu wyrok w Holandii w krótkim czasie. O poprzednim pisałem latem 2025 roku, gdy sąd zwrócił odholowany z parkingu zestaw kierowcy, a nie przewoźnikowi, również odwołując się do prawa retencji.
źródło: www.40tn.net