19.08.2026
Europejski transport drogowy wchodzi w okres, w którym dostępność kierowcy może być ważniejsza niż liczba pojazdów stojących na placu. Średni wiek pracowników sektora rośnie, a młodzi kandydaci nie wypełniają luki pozostawianej przez osoby odchodzące z zawodu. Polskie firmy przez lata ograniczały problem dzięki rekrutacji poza Unią Europejską, lecz ten bufor staje się mniej pewny i bardziej kosztowny. Ciężarówka bez obsady nie tworzy zdolności przewozowej, nawet jeśli flota jest nowa i kontrakt czeka na realizację.
Według danych IRU w Europie pozostaje około 502 tys. nieobsadzonych stanowisk kierowców ciężarówek. Odpowiada to mniej więcej 13 proc. zapotrzebowania. Dwie trzecie operatorów deklaruje, że niedobory kadrowe zmuszają ich do odrzucania nowych kontraktów.
Problem przestaje więc dotyczyć wyłącznie działu rekrutacji. Brak kierowcy wpływa na sprzedaż, wykorzystanie floty, terminowość oraz możliwość otwierania nowych kierunków. Firma może pozyskać klienta i kupić pojazd, a mimo to nie być w stanie zwiększyć liczby realizowanych przewozów.
W takim otoczeniu cena usługi zaczyna uwzględniać dostępność człowieka. Przewoźnik, który utrzymuje stabilną załogę, zyskuje przewagę nie tylko kosztową, ale przede wszystkim operacyjną.
Polski transport międzynarodowy rozwijał się między innymi dzięki zatrudnianiu kierowców z państw spoza Unii Europejskiej. Ten model pozwalał uzupełniać krajowe niedobory i utrzymywać pojazdy w ruchu. Nie usuwał jednak strukturalnej przyczyny problemu.
Rekrutacja zagraniczna wymaga dokumentów, szkoleń, weryfikacji kwalifikacji i zapewnienia kierowcy warunków do rozpoczęcia pracy w nowym kraju. Zmiany migracyjne i rosnąca konkurencja o pracowników sprawiają, że cały proces jest dłuższy oraz mniej przewidywalny.
Sprowadzenie pracownika nie kończy też zadania. Jeśli organizacja pracy, wynagrodzenie i system zjazdów pozostają nieatrakcyjne, kierowca może szybko przejść do innego przewoźnika albo na inny rynek.
Starzenie się pracowników TSL oznacza nie tylko zmniejszenie liczby dostępnych osób. Wraz z doświadczonym kierowcą firma może stracić wiedzę o trasach, klientach, procedurach i reagowaniu na sytuacje, których nie opisuje instrukcja.
Nowy pracownik potrzebuje czasu, zanim osiągnie podobną samodzielność. Nawet jeśli posiada formalne uprawnienia, musi poznać standardy przedsiębiorstwa, systemy telematyczne, zasady obsługi ładunku i specyfikę odbiorców.
Dlatego sukcesji nie można planować dopiero w momencie złożenia wypowiedzenia. Operator powinien wiedzieć, ilu kierowców może odejść w perspektywie kilku lat i na których trasach ich brak będzie najbardziej dotkliwy.
Wyższa pensja w kraju pędzącej inflacji, pozostaje ważnym narzędziem zatrzymania pracownika, ale nie zastąpi przewidywalnego grafiku, bezpiecznych parkingów i sprawnej komunikacji z dyspozytorem. Kierowca ocenia całe środowisko pracy, a nie tylko kwotę widoczną na przelewie.
Firmy mogą ograniczyć rotację przez lepsze planowanie zjazdów, skracanie czasu oczekiwania oraz sprawiedliwy podział tras. Znaczenie ma również stan pojazdu i jakość zaplecza socjalnego. Elementy traktowane kiedyś jako dodatek coraz częściej decydują o wyborze pracodawcy.
Automatyzacja może zmniejszyć liczbę czynności administracyjnych oraz poprawić planowanie, ale w najbliższym czasie nie zastąpi kierowcy w większości europejskich operacji. Technologia powinna przede wszystkim usuwać z jego dnia niepotrzebne oczekiwanie.
Operator nie powinien oceniać nowego zlecenia wyłącznie przez liczbę wolnych ciągników. Potrzebna jest również prognoza obsady, urlopów, rotacji i czasu niezbędnego do wyszkolenia zastępstw.
Brak kierowców zmienia sposób wyceny długoterminowych umów. Kontrakt zawarty bez mechanizmu waloryzacji kosztów pracy może po kilku kwartałach utracić rentowność, nawet jeśli ceny paliwa pozostaną stabilne.
Granicy rozwoju nie wyznacza już wyłącznie kapitał potrzebny do zakupu floty. Coraz częściej wyznacza ją liczba osób, które chcą i mogą tę flotę bezpiecznie prowadzić.
źródło: Lorry.pl