Koniec z tańszymi paliwami. W zamian będzie nowy podatek

01.07.2026

Od 1 lipca kończy się program Ceny Paliwa Niżej i wraca 23-proc. VAT oraz pełna akcyza. Przez 3 miesiące nadzwyczajna obniżka cen paliw kosztowała budżet państwa około 4,8 mld zł, czyli niespełna 130 zł na każdego Polaka. W praktyce państwo dopłacało do każdego tankowania – od luksusowych aut służbowych po prywatne SUV-y – finansując to z podatków wszystkich, także osób bez samochodu.

  • 4,8 mld zł – tyle kosztował budżet program obniżonego VAT i akcyzy na paliwa od jego wprowadzenia do końca czerwca.
  • Około 130 zł – tyle wyniósł koszt programu w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski.
  • 4 mld zł – tyle rząd chce odzyskać nowym podatkiem od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych.

– Myśmy zakładali, i z tego się wywiązaliśmy, że do lata będziemy dopłacać do tego, aby ceny paliw nie wystrzeliły w górę. Zrealizowaliśmy to. Mieliśmy najtańsze paliwo w Europie przez ten czas kryzysu, ale oczywiście ten projekt będziemy kończyli teraz, latem – zapowiedział  już 13 czerwca 2026 r. podczas konferencji prasowej w Łomży premier Donald Tusk, ogłaszając zakończenie programu Ceny Paliwa Niżej (CPN).

Teraz otrzymaliśmy ostateczne potwierdzenia, że program CPN się kończy. Od 1 lipca kierowcy znów zapłacą pełne podatki od paliw. Wraca 23-proc. VAT oraz standardowa stawka akcyzy. Tym samym kończy się jeden z najbardziej kosztownych programów osłonowych ostatnich miesięcy.

Państwo dopłacało do każdego litra benzyny i oleju napędowego niezależnie od tego, kto tankował – właściciel starego diesla, kurier, przedsiębiorca czy kierowca luksusowego SUV-a.

Rachunek za tę pomoc nie zniknął. Zapłacili za nią wszyscy podatnicy – również ci, którzy nie posiadają samochodu, korzystają z komunikacji miejskiej albo zwyczajnie nie było ich stać na regularne tankowanie. Średnio po 125-135 zł od każdego, bez względu czy tankował tańsze paliwo, czy nie.

Pomoc dla wszystkich, także bogatych

Ekonomiści od lat zwracają uwagę, że powszechne obniżki podatków pośrednich należą do najmniej efektywnych instrumentów wsparcia. Nie rozróżniają bowiem sytuacji materialnej odbiorców. Tak samo korzysta z nich rodzina ledwo wiążąca koniec z końcem, jak i osoba osiągająca kilkudziesięciotysięczne dochody miesięcznie.

Tak było również z programem CPN. Według szacunków koszt obniżenia VAT na paliwa wynosił około 930 mln zł miesięcznie, a obniżonej akcyzy około 400 mln zł miesięcznie. Łącznie oznaczało to ubytek dochodów budżetu sięgający około 1,3 mld zł każdego miesiąca. Do końca czerwca fiskus zrezygnował z wpływów rzędu 4,8 mld zł.

Tańsze paliwo kosztem budżetu

Program CPN miał jeden podstawowy cel – szybko obniżyć ceny na stacjach paliw i ograniczyć presję inflacyjną. Państwo zrezygnowało z części dochodów podatkowych, by schłodzić presję cenową.

W okresie luty–czerwiec, kierowcy w Polsce płacili średnio około 6,0 zł za litr benzyny Pb95, co plasowało kraj wśród tańszych rynków w Unii Europejskiej, choć nie na samym dole zestawienia.

W Niemczech średnia cena była wyraźnie wyższa i wynosiła około 7,7–8,0 zł/l, czyli nawet o 2 zł więcej na litrze.

W regionie Europy Środkowo-Wschodniej ceny były bardziej zbliżone: w Czechach średnio około 6,7–6,9 zł/l, na Litwie około 7,1–7,4 zł/l, a w Rumunii około 6,3–6,5 zł/l.

Rząd chce odzyskać 4 mld zł. Przygotował nowy podatek

Na zakończeniu programu pomocowego historia się jednak nie kończy. W Sejmie procedowana jest ustawa wprowadzająca nowy, czasowy podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych (tzw. windfall tax). Ministerstwo Finansów wpisało do oceny skutków regulacji około 4 mld zł dodatkowych dochodów budżetowych.

Nowa danina ma objąć przede wszystkim producentów, importerów oraz podmioty dokonujące wewnątrzwspólnotowego nabycia paliw.

Opodatkowaniu nie będą podlegały całe przychody przedsiębiorstw. Fiskus zamierza opodatkować jedynie tzw. marżę nadzwyczajną, czyli różnicę pomiędzy rzeczywistymi przychodami osiągniętymi w 2026 r. a przychodami hipotetycznymi wyliczonymi na podstawie danych historycznych.

Nominalna stawka podatku wynosi 60 proc. Na pierwszy rzut oka wygląda to na złagodzenie wcześniejszych planów rządu, które zakładały stawkę 75 proc. Problem polega jednak na tym, że sama wysokość stawki nie pokazuje rzeczywistego obciążenia przedsiębiorców.

60 procent? W praktyce znacznie więcej

Zdaniem ekspertów podatkowych rzeczywisty ciężar nowej daniny może okazać się zdecydowanie wyższy.

- Choć nominalna stawka podatku wynosi 60 proc., to realne obciążenia przedsiębiorców - z powodu restrykcyjnych przepisów CIT i globalnego podatku wyrównawczego - mogą gwałtownie wzrosnąć – powiedział w WNP Jarosław Nożewski, starszy menedżer w Zespole ds. Podatku Dochodowego od Osób Prawnych w KPMG w Polsce.

Ekspert zwrócił uwagę, że ustawodawca nie pozwala zaliczyć nowego podatku do kosztów uzyskania przychodów w CIT. Ze względu na brak możliwości zaliczenia nowej daniny do kosztów uzyskania przychodów w CIT efektywna stawka podatkowa może przekroczyć 70 proc. (60 proc. +19 proc. CIT).

Ministerstwo tłumaczy to tym, że możliwość rozliczenia kosztów podatkowych sztucznie obniżałaby efekt opodatkowania nadmiarowych zysków.

- Dodatkowym problemem dla krajowych i międzynarodowych grup paliwowych jest ryzyko nieuznania windfall tax jako kwalifikowanego podatku dochodowego dla celów globalnego podatku wyrównawczego (Pillar II), co może prowadzić do podwójnego opodatkowania tych samych zysków – wskazał Jarosław Nożewski z KPMG.

W praktyce oznacza to, że choć ustawowa stawka wynosi 60 proc., efektywne obciążenie może zbliżać się nawet do 79 proc. w skrajnych przypadkach, a przeciętnie przekraczać 70 proc.

Produkcja i sprzedaż paliw to biznes niskomarżowy – marża detaliczna na stacjach wynosi zwykle ok. 10–20 gr na litrze, a w całym łańcuchu (rafineria, hurt i detal) ok. 30–60 gr/l, dlatego nawet niewielki wzrost kosztów istotnie wpływa na końcową cenę.

W takiej strukturze - jak podkreślają eksperci - producenci i dystrybutorzy mają ograniczone możliwości absorpcji nowej daniny i w praktyce będą dążyć do jej przerzucenia na odbiorców końcowych.

Przy założeniu, że przerzucenie wyniesie ok. 40–70 proc., wpływ na cenę Pb95 może wynieść około 3–6 gr/l w scenariuszu ostrożnym i 6–10 gr/l w scenariuszu najbardziej prawdopodobnym, przy średniej cenie ok. 6,00 zł/l.

Oznaczałoby to wzrost do poziomu ok. 6,03–6,06 zł lub 6,06–6,10 zł za litr, a w wariancie maksymalnym (pełne przerzucenie kosztu, ok. 100 proc.) nawet do ok. 6,10–6,15 zł/l.

Podatek z ryzykiem sporów

Kontrowersje budzi również konstrukcja nowych przepisów. Jak zwraca uwagę Jarosław Nożewski, ustawa obejmuje dochody osiągane już od 1 marca 2026 r., mimo że ma wejść w życie dopiero 1 sierpnia. To oznacza działanie prawa wstecz, co może stać się przedmiotem sporów konstytucyjnych i sądowych. Dodatkowo nowa danina obejmie zaledwie około 20–30 przedsiębiorstw, czyli de facto największych uczestników rynku paliwowego.

Budżet odzyska mniej, niż wydał

Paradoks całej operacji polega na tym, że najpierw państwo zrezygnowało z niemal 4,8 mld zł dochodów, obniżając podatki wszystkim kierowcom – bez względu na ich sytuację finansową, a teraz próbuje odzyskać około 4 mld zł, nakładając jeden z wyższych sektorowych podatków w Europie na stosunkowo niewielką grupę przedsiębiorstw.To pokazuje, jak kosztowne są powszechne programy osłonowe. W krótkim okresie przynoszą ulgę konsumentom, ale rachunek prędzej czy później wraca – albo w postaci wyższych podatków, albo większego deficytu, albo ograniczenia innych wydatków publicznych.

źródło: www.wnp.pl