07.03.2024
Zamknięcie granicy z Ukrainą i embargo na rosyjskie zboże nie sprawią, że rolnicy zaczną zarabiać na zbożu. Sądzę, że politycy boją się powiedzieć tego, co nieuchronne. Część osób musi odejść z tego zawodu. Czeka nas deagraryzacja wsi - mówi Wirtualnej Polsce ekspert w dziedzinie ekonomii rolnictwa prof. Sławomir Kalinowski z Polskiej Akademii Nauk. A rolnicy nie chcą przestać protestować.
Gdy szykowano protesty rolnicze w Warszawie, w zagranicznych mediach pojawiły się co najmniej dwie publikacje z kategorii "wieści rujnujące polskiego rolnika".
Rząd Algierii zakończył skup najlepszej pszenicy konsumpcyjnej. Nabyli kilkaset tysięcy ton po 227 dol. za każdą tonę - i to licząc już z transportem morskim. Dziennikarze agencji Reutera twierdzą, że towar prawdopodobnie pochodzi z regionu Morza Czarnego. Transakcja według analityków rynków zbożowych otwiera pole do obniżek cen pszenicy w Polsce.
Druga "zła" wiadomość to opracowanie przez ukraiński rząd strategii rozwoju rolnictwa. Zakłada podwojenie produkcji zbóż oraz eksportu produktów rolnych do 2030 roku. Ukraińskie rolnictwo ma przyciągnąć 57 mld dolarów inwestycji i stać się niezwykle zyskownym segmentem gospodarki. "To jest temat, nad którym rząd już dziś powinien intensywnie pracować" - skomentował na portalu X (dawniej Twitter) analityk rynku zbożowego Mirosław Marciniak.
Tymczasem w środę na ulicach Warszawy manifestowały tysiące rolników, żądając zamknięcia granicy z Ukrainą. Twierdzą, że przez import zboża i innych produktów z sąsiedniego kraju spadły ich dochody. Największy skup w Polsce oferuje 750 zł za tonę pszenicy, "a przecież było po 1600". Protestujący oczekują rekompensat "za straty" 1500 zł do hektara upraw. Drugi motyw protestu to unijna reforma nazywana Europejskim Zielonym Ładem. W tej sprawie komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski zadeklarował ustępstwa.
Rolnicy podkreślają, że będą protestować do skutku. - Zbieramy się na następny raz, cała Polska będzie zablokowana - deklarują. Według zapowiedzi 20 marca ma się odbyć marsz gwiaździsty, zaplanowany na wszystkie miasta wojewódzkie.
- Protesty będą eskalować, w coraz ostrzejszej formie! - deklarowali uczestnicy warszawskiego marszu. Choć tonowali, że to nie są plany na "rewolucję", a "pokojowe" manifestacje. I liczą na to, że "niebawem będą się z nimi integrować kolejne grupy społeczne".
- Zajmujemy się uprawą roli od wieków, od dziadka i pradziadka. A teraz takie urzędniki nam mówią, co my mamy zrobić, jak mamy prowadzić swoje gospodarstwo. My im nie mówimy, co mają robić. Niech oni się zajmą swoją robotą a my swoją - podkreślał kolejny protestujący, z którym rozmawialiśmy.
Czy Ukraina jest odpowiedzialna za spadki cen zbóż w Polsce?
Prof. Sławomir Kalinowski ocenia, że zamknięcie granicy z Ukrainą w niczym nie poprawi dochodów polskich rolników. Zwraca uwagę, że nasze embargo na zboża obowiązywało od kwietnia zeszłego roku, a mimo to ceny skupu w Polsce nadal spadały.
- Ukraina to mały fragment układanki. Zamykając granicę z nimi, nic nie zyskamy, a możemy narazić się na reakcję z drugiej strony, jak ograniczenie handlu innymi produktami spożywczymi. Ucierpiałyby polskie firmy sprzedające do Ukrainy różne przetworzone produkty np. wyroby mleczarskie. Co wtedy? Znowu protesty, ale innej branży? - mówi dalej prof. Kalinowski.
Sławomir Kalinowski uważa, że sytuacji rolników nie poprawi znacząco inny podrzucony już pomysł "embargo na rosyjskie i białoruskie produkty rolne". W 2023 roku do Polski wjechało (przynajmniej oficjalnie) 12 tys. ton zbóż z Rosji oraz 500 ton z Białorusi w 2023. Rozmówca podsumowuje, że są to "znikome ilości".
Źródło: www.wp.pl