Na zawsze stracą ciągnik za nielegalny kabotaż – konfiskata oraz jej wyjaśnienie

10.08.2026

Chorwacki oddział irlandzkiej firmy transportowej może w nietypowych okolicznościach pożegnać się z jednym ze swoich ciągników siodłowych. Wszystko przez oskarżenie o powtarzające się problemy z kabotażem.

Sprawa dotyczy przewoźnika jeżdżącego na rejestracjach z kilku bardzo różnych części Europy. Znaczna część floty, składającej się głównie ze świeżych ciągników, zarejestrowana jest w Republice Irlandii. Poza tym zaczęto też jednak stosować rejestracje z Holandii, Polski oraz Chorwacji. To właśnie o tym chorwackim oddziale, jeżdżącym na tablicach z miasta Rijeka, zrobiło się teraz głośno, w wyniku decyzji, którą opublikował wczoraj Zastępca Komisarza ds. Transportu Drogowego w Walii (ang. Deputy Traffic Commissioner in Wales). Mowa tutaj o brytyjskim organie prowadzącym postępowania w sprawie rażącego łamania transportowych przepisów, zajmującym się między innymi ściganiem nielegalnego kabotażu.

W swojej decyzji Komisarz odnosił się do brytyjskiego prawa, wprowadzonego po Brexicie. Pozwala ono unijnym ciężarówkom na wykonywanie kabotażu na terenie Wielkiej Brytanii, ale maksymalnie dwiema trasami tego typu w ciągu siedmiu dni. Tymczasem Volvo FH na chorwackich rejestracjach wykonało na przełomie marca i kwietnia aż pięć przewozów kabotażowych w ciągu jednego tygodnia: dwa w dniach od 26 do 28 marca oraz trzy w dniach od 30 marca do 1 kwietnia. Co więcej, zauważono, że firma dokonała tego pomimo wcześniejszych ostrzeżeń, otrzymanych za nielegalny kabotaż już w październiku 2025 roku.

W ramach kary za to złamanie przepisów, brytyjska inspekcja transportowa DVSA postanowiła zastosować karę typową dla brytyjskiego rynku. Otóż ciężarówkę uznano za narzędzie notorycznego łamania przepisów i dlatego też postanowiono poddać ją konfiskacie. Nastąpiło to w trybie natychmiastowym, podczas kontroli drogowej z 1 kwietnia, a o dalszym losie pojazdu miał decydować wspomniany komisarz.

Kolejne kroki przewidywały między innymi przesłuchania przedstawicieli przewoźnika. Pierwsze miało mieć miejsce 21 maja, czyli półtora miesiąca po konfiskacie pojazdu, ale zostało odroczone. Drugie doszło już do skutku, ale miało miejsce dopiero 21 lipca, więc po blisko czterech miesiącach przymusowego postoju. W międzyczasie firma próbowała odwołać się od konfiskaty, przedstawiając swoją obronę. Przedsiębiorstwo próbowało w niej dowieść, że nadmiar kabotażu był błędem ludzkim popełnionym przez spedytora. Argumentowano też, że już po zajęciu pojazdu w firmie zorganizowano specjalne szkolenie z przestrzegania przepisów kabotażowych. Dlatego też wnioskowano o zwrot ciągnika.

Taka argumentacja nie przekonała Komisarza i wczoraj, 5 sierpnia, opublikował on negatywną dla firmy decyzję (określoną jako „Impounding Decision for Vehicle Reg. No. RI5023AC”). Potwierdzono w niej, że Volvo FH na chorwackich numerach rejestracyjnych zostaje poddane ostatecznej konfiskacie. W praktyce oznacza to, że pojazd zostanie wystawiony na sprzedaż za pośrednictwem aukcji, a przychód z tej sprzedaży pokryje koszty postępowania, koszty holowania z miejsca kontroli oraz koszty parkingu zajmowanego od 1 kwietnia. Środki pozostałe po odliczeniu tych wydatków trafią do budżetu państwa.

Czy więc oznacza to, że firma nie ma już żadnych szans na odzyskanie swojego „FH-acza”? Według oficjalnych procedur pozostała tutaj jeszcze tylko jedna opcja. To odwołanie do brytyjskiego sądu wyższej instancji, na co przewoźnik ma czas do 20 sierpnia bieżącego roku. Niemniej tego typu odwołanie jest możliwe tylko w nielicznych sytuacjach – gdy zauważony zostanie błąd formalny w dotychczasowym postępowaniu lub gdy uda się udowodnić nieracjonalność lub niesprawiedliwość wyroku.

Na koniec dodam, że sprawy tego typu pojawiają się w Wielkiej Brytanii regularnie, gdyż tamtejsze prawo przewiduje konfiskatę pojazdu jako jedną z najbardziej restrykcyjnych kar.

źródło: www.40ton.net