31.03.2026
Transport z Włoch do Polski nie dotarł, zniknęło blisko 12 ton batonów, ponad 413 tys. sztuk. Na razie nie wiadomo, gdzie doszło do przejęcia ładunku. Coraz więcej wskazuje jednak, że problem zaczyna się nie na trasie, tylko wcześniej.
Ładunek wyjechał ze środkowych Włoch i miał do pokonania około 1250–1350 kilometrów. Transport nie dotarł do miejsca rozładunku. To towar szybkorotujący i łatwy do zbycia, niewymagający specjalnych warunków, który może zostać szybko rozprowadzony poza oficjalnym obiegiem. W praktyce oznacza to, że takie ładunki nie znikają przypadkowo.
Na tym etapie nie ma informacji, w którym momencie doszło do przejęcia transportu. W podobnych sprawach szczegóły pojawiają się później albo w ogóle nie trafiają do publicznej wiadomości, dlatego dla branży ważniejszy jest sam mechanizm, bo coraz rzadziej chodzi o kradzieże na parkingach. Coraz częściej ładunek znika wcześniej, ju na etapie zlecenia, dokumentów albo odbioru. Zlecenie wygląda poprawnie, dane się zgadzają, pojazd podjeżdża na załadunek i towar zostaje wydany. Dopiero później okazuje się, że trafił nie tam, gdzie powinien.
W wielu takich przypadkach sygnał pojawia się tuż przed załadunkiem. Zmienia się numer telefonu, adres mailowy albo osoba do kontaktu. To niewielka zmiana, którą łatwo przeoczyć przy presji czasu, a jednocześnie moment, w którym najczęściej dochodzi do przejęcia ładunku jeszcze przed wyjazdem w trasę.
Dane organizacji branżowych IUMI i TAPA EMEA wskazują na rosnącą liczbę kradzieży ładunków w Europie. Coraz większy udział mają przypadki bez użycia siły, w których ładunek zostaje wydany nieuprawnionej stronie, co przesuwa punkt ciężkości z zabezpieczeń fizycznych na weryfikację partnera i danych przed załadunkiem.
W takich sytuacjach spory dotyczą przede wszystkim tego, na którym etapie doszło do błędu i kto ponosi odpowiedzialność, a sam przypadek wpisuje się w obserwowany od miesięcy trend.
źródło: www.etransport.pl