26.03.2026
Dziś i jutro w niemieckim Lindau przewoźnicy wychodzą na ulicę. W czasie konferencji ministrów transportu na placu przed obradami stanie 16 ciężarówek, symbol wszystkich landów. Branża mówi wprost: rosnące koszty i płatności po 120 dniach wypychają firmy z rynku.
W dniach 25–26 marca w niemieckim Lindau, równolegle z konferencją ministrów transportu, odbywa się akcja protestacyjna organizowana przez stowarzyszenie BLV-pro. W centrum wydarzenia stanęło 16 ciężarówek, każda symbolizuje jeden kraj związkowy.
To nie jest klasyczny protest z blokadami dróg. Organizatorzy mówią raczej o „czuwaniu” i próbie bezpośredniego dotarcia do polityków. Jednocześnie przekaz jest jasny: sytuacja w transporcie drogowym w Niemczech przestaje się spinać finansowo.
Najmocniej wybrzmiewają trzy problemy:
- Pierwszy to paliwo. Według organizatorów jego ceny rosną szybciej niż możliwości przerzucenia kosztów na klientów. Nawet firmy, które mają zapisane w umowach dopłaty paliwowe, muszą finansować różnicę z własnej kieszeni, a tej płynności coraz częściej po prostu nie ma.
- Drugi to konkurencja międzynarodowa. Wskazywany jest konkretny mechanizm: zagraniczne floty tankują taniej poza Niemcami i wjeżdżają na rynek z pełnymi zbiornikami, co daje im realną przewagę kosztową.
- Trzeci, najbardziej uderzający z perspektywy przewoźników, to wydłużające się terminy płatności. Padają liczby: 45, 60, a nawet 120 dni. W praktyce oznacza to finansowanie zleceniodawców przez firmy transportowe.
Organizatorzy nie ukrywają, że w takim układzie coraz więcej przedsiębiorstw balansuje na granicy opłacalności. Mówią wprost o ryzyku bankructw i zaburzeń w łańcuchach dostaw. W trakcie wydarzenia planowane są spotkania z przedstawicielami polityki - pierwsze deklaracje rozmów już się pojawiły. Przewoźnicy chcą nie tylko pokazać problem, ale też wymusić konkretne decyzje.
Akcja w Lindau wpisuje się w szerszy kontekst napięć w niemieckim transporcie. W ostatnich tygodniach przez kraj przetoczyła się fala strajków w komunikacji publicznej, które miały zwiększyć presję na poprawę warunków pracy i płac . Tym razem głos zabiera transport drogowy i robi to w swoim stylu: bez zatrzymywania ruchu, ale z bardzo czytelnym sygnałem. Bo przekaz, który pada z Lindau, jest prosty: jeśli ten segment zacznie się sypać, skutki wyjdą daleko poza samą branżę.
źródło: www.etransport.pl