Niemiecka kontrola holenderskiej „stonogi” – 56 ton i konfiskata całego frachtu

30.09.2026

Niemiecka policja zatrzymała ostatnio „stonogę” z ojczyzny „stonóg”, czyli z Holandii. Pojazd przekroczył normy DMC przewidziane w Niemczech i cała sprawa skończyła się typowo niemiecką karą, znaną jako „Vermögensabschöpfungsverfahren”.

​Trzyosiowy DAF z rozpinaną, pięcioosiową naczepą marki D-Tec wyjechał z portu w Rotterdamie, przewożąc dwa kontenery 20-stopowe załadowane butelkowanym olejem rybnym. Należący do holenderskiej firmy zestaw miał dotrzeć do niemieckiej miejscowości Bexbach, położonej na pograniczu z Francją i Luksemburgiem, a zatrzymano go krótko po wjechaniu do Niemiec od strony Belgii. Miało to miejsce w poniedziałkowe popołudnie na autostradzie A60 pod miejscowością Wittlich.

​Z uwagi na ośmioosiową konfigurację Niemców najbardziej interesowały parametry tonażowe. Zestaw zabrano więc do punktu wagowego, a ten wskazał wynik 56 ton masy całkowitej. W stosunku do konfiguracji pojazdu – liczby osi zawieszonych pneumatycznie oraz towarzyszących im hamulców – nie było to szczególnie wiele. Niemniej w stosunku do obowiązujących w Niemczech przepisów oznaczało to aż 16-tonowe przekroczenie dopuszczalnej masy całkowitej. Stąd też decyzja, by zastosować wobec przewoźnika wspomniane „Vermögensabschöpfungsverfahren”.

​Pod tą jakże piękną karą kryje się procedura pozbawienia przewoźnika całego przychodu, który miał uzyskać w wyniku nielegalnie wykonywanego przewozu. Innymi słowy, firma transportowa może spodziewać się konfiskaty całego frachtu. Ponadto zapowiedziano mandat karny dla kierowcy, a także nakazano rozpięcie naczepy i dostarczenie kontenerów do odbiorcy dwoma osobnymi przejazdami.

​Na koniec dodam, że w samej Holandii obowiązują znacznie wyższe normy wagowe dla zestawów, w tym także dla konfiguracji o standardowej długości, mieszczących się w 16,5 metra. Pojazdy tego typu mogą ważyć do 50 ton, a więc omawiany zestaw był tam za ciężki tylko o 6 ton. Z tego też powodu to właśnie Holendrzy wynaleźli rozpinane naczepy podkontenerowe, w warunkach transportu krajowego widząc potencjał ich wykorzystania bez bardzo rażącego przekraczania norm tonażowych. Poza tym głównym zamysłem towarzyszącym powstaniu takich naczep było umożliwienie osobnego podstawiania kontenerów do dwóch różnych miejsc rozładunku, łącząc w ten sposób przewozy na rzecz dwóch różnych zleceniodawców. Niemniej z czasem „rozpinki” lub „stonogi” wyjechały także na trasy międzynarodowe oraz na eksport do krajów o niższych normach, a jakie dzisiaj towarzyszą temu kontrowersje, to już wszyscy dobrze znamy.

źródło: www.40ton.net