Nietypowa chińska konfiguracja nieopodal polskiej granicy – kwestia 20-metrowej normy

06.07.2026

Zza naszej wschodniej granicy dociera kolejna ciekawostka dotycząca chińskich przewoźników. Tym razem – po Scaniach i Volvach na chińskich rejestracjach, a nawet pierwszych budżetowych Scaniach Next Era – będzie to zjawisko konfiguracyjne, w postaci Chińczyka jadącego do Europy zestawem przestrzennym z przyczepą.

Ciężarówki na chińskich rejestracjach masowo docierają do białorusko-polskiego pogranicza już od około trzech lat, w następstwie nowych umów międzynarodowych zawiązanych przez Chiny, Rosję i Białoruś. Dotychczas w roli tej widywano głównie ciągniki siodłowe z naczepami, co też stanowi układ typowy dla chińskich przewoźników. Na początku bieżącego tygodnia, na trasie M1 na zachodzie Białorusi, pod Baranowiczami, uwieczniono jednak chiński pojazd w zupełnie innej konfiguracji, mianowicie trzyosiowe podwozie z centralnoosiową, trzyosiową przyczepą. Bazą był przy tym Sitrak C7H Max, czyli chińska ciężarówka produkowana na oficjalnej licencji MAN-a, dzieląca kabinę i elementy napędowe ze starszymi generacjami TGX-a. Numery rejestracyjne wskazywały na miasto Mudanjiang na północnym wschodzie Chin, oddalone o około 8,5 tys. kilometrów od Baranowicz.

W samych Chinach takie zestawy z przyczepami występują niezwykle rzadko. Co więc sprawiło, że przewoźnik z miasta Mudanjiang zdecydował się na taką konfigurację? Odpowiedź może kryć się w przepisach dotyczących długości. Na terenie Białorusi oraz Rosji sprawa jest prosta: zarówno z przyczepą, jak i z naczepą, zestaw może tam liczyć 20 metrów. Za to w Chinach panuje rozróżnienie: zestaw z naczepą musi zmieścić się w 17,1 metra, podczas gdy zestaw z przyczepą można wydłużyć do 20 metrów. Jeśli więc chiński przewoźnik planuje regularne trasy w stronę Europy, a przy tym będzie przewoził stosunkowo lekkie ładunki, może mu się opłacać zainwestowanie w specjalną flotę z przyczepami. I jak widać na dołączonym zdjęciu, są już pierwsze firmy, które zdecydowały się na taką inwestycję.

Na koniec dodam, że wciąż nie wiadomo, kiedy podobne widoki mogą pojawić się na polskich drogach. O ile bowiem ruch po Rosji i Białorusi jest już mocno zliberalizowany, zdobycie zezwoleń i wiz na wjazd do Unii Europejskiej pozostaje dla Chińczyków niezwykle trudne. Tłumaczyłem to w ubiegłym roku, gdy w Polsce uwieczniono dwa MAN-y na chińskich rejestracjach, które na czas przejazdu po unijnych drogach specjalnie otrzymały białoruską załogę (artykuł tutaj: Dwa zestawy z Chin w tranzycie przez Polskę, bez przepinek, na chińskich tablicach). Zresztą, prawda jest też taka, że o ile Chińczycy na drogach mogą być ciekawostką, to z rynkowego punktu widzenia raczej nie są zjawiskiem, którego chcielibyśmy doświadczać. Jak bowiem pokazują doniesienia z rosyjskich mediów branżowych, od kiedy Chińczycy weszli na tamtejszy rynek, na potęgę wykonują nielegalny kabotaż, drastycznie zaniżają stawki i na szeroką skalę łamią wiele innych przepisów.

źródło: www.40ton.net