30.07.2026
Rozmowa z Tomaszem Rejkiem, prezesem Pomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych w Gdyni.
Poczucie niepewności jutra to nowa normalność, codzienna troska polskich przewoźników? Czy branża weszła w tryb przetrwania? Co musiałoby się wydarzyć żeby polski transport znowu mocno stanął na nogach?
Zastanawiam się, w kontekście bardzo poważnej sytuacji w naszej branży, co wywołuje optymizm u niektórych komentatorów rynku transportowego. Dzisiaj już nie wystarczy zaklinanie rzeczywistości na zasadzie „nie w takim kryzysie polski przewoźnik sobie radził”. Nawarstwienie się od kilku lat wielu niekorzystnych zjawisk oraz problemów wywołanych przez decyzje unijnych urzędników, krajowe przepisy, zawirowania polityczne czy spowolnienie gospodarcze doprowadziło do obecnego stanu, gdzie wielu przewoźników zakończyło działalność, a spora grupa zastanawia się nad postawieniem tego ostatecznego kroku. Wydaje mi się, że wielu przedsiębiorców transportowych będzie wkrótce zmuszona do podjęcia takiej decyzji. Czy małej firmie transportowej, których na polskim rynku jest zdecydowana większość, opłaca się szarpać z miesiąca na miesiąc, walczyć o utrzymanie płynności finansowej, bo spedycja zwleka kilka miesięcy z regulowaniem płatności, bo brakuje kierowców, ciężko o ładunki, a stawki frachtowe nie pokrywają kosztów? Oczywiście można powiedzieć, że we wszystkich gałęziach polskiej gospodarki występują problemy i nikt nikomu nie gwarantuje sukcesu w prowadzeniu działalności gospodarczej. Jest jednak istotna różnica między sektorem transportu drogowego a innymi – nie znam branży tak obarczonej różnego rodzaju unijnymi i krajowymi regulacjami, ograniczeniami, wymogami i kontrolami (liczba instytucji, które mogą kontrolować przewoźników przywodzi o zawrót głowy). Aby było jeszcze ciekawiej, państwo polskie zamiast wspomagać branżę, która wdrapała się na europejski szczyt w swojej specjalności, prowadzi przedłużającą się, niezrozumiałą grę z przewoźnikami. Jak długo i ile razy można naciskać na urzędników ministerialnych, posłów i decydentów tej czy innej opcji politycznej, aby wprowadzić tak potrzebne firmom transportowym regulacje? Wciąż czekamy na przepisy chroniące nas przed oszustami w pośrednictwie i spedycji, przed nieuczciwą konkurencją i przewozami kabotażowymi, czy też regulujące terminy płatności. Od ich wprowadzenia w życie zależy dalsze funkcjonowanie wielu firm transportowych, co zdaje się nie interesować decydentów. Co istotne, wprowadzenie rozsądnych zmian w prawie nie jest związane z wykładaniem państwowej kasy, a wiadomo w jakim stanie jest budżet państwa. Wydaje się, że szansą na pozostanie polskich przewoźników w czołówce sektora transportu drogowego Starego Kontynentu będzie, wzorem Hiszpanii, wprowadzenie szybkich i zdecydowanych zmian w krajowych przepisach, bo na europejskie – jak widać – nie mamy większego wpływu.
Jaka jest Twoja ocena funkcjonowania umowy między UE a Ukrainą w sprawie transportu drogowego towarów. Czy przypadki „podbierania” ładunków przez firmy ukraińskie polskim przewoźnikom są nadal codziennością?
Inspekcja Transportu Drogowego jest z nami od ćwierć wieku. W założeniach miała to być formacja zwalczająca nieuczciwą konkurencję na rynku przewozów drogowych. Jak pokazuje praktyka, owo zwalczanie odbywa się najczęściej w godzinach pracy urzędników biurowych, czyli między 8:00 a 16:00, a tylko incydentalnie w innych porach dnia i nocy. Skutek jest taki, że nieuczciwe firmy działają na rynku w najlepsze, ciesząc się bezkarnością. Tymczasem przedstawiciele klasycznej szkoły prawa wskazują, że nie surowość a nieuchronność kary może powstrzymać potencjalnych sprawców i przystopować patologiczne działania. Od lat obserwujemy jednak zadziwiającą niemoc stróżów prawa, a kolumny przeciążonych pojazdów oraz dokonujących kabotażu spokojnie pokonują tysiące kilometrów po polskich drogach. Już w 2024 roku przewoźnicy kontenerowi z PSPD informowali ówczesnego głównego inspektora ITD o nielegalnych przewozach kabotażowych dokonywanych przez ukraińskie firmy transportowe. Ten proceder trwa nadal. Przypomnę, że słowackie służby zgłaszały kontrole ukraińskich przewoźników na terenie swojego kraju i w 70 procentach przypadków były to przewozy kabotażowe. U nas wykryto zaledwie kilka takich przypadków i to powinno wystarczyć za cały komentarz. Ostatnie debaty na temat roli polskich firm transportowych w odbudowie Ukrainy odbieram z dużą ostrożnością. Po pierwsze, nic nie wykazuje na szybkie zakończenie tej wojny, po drugie niesamowity rozwój ukraińskich firm transportowych w ostatnich latach spowodował skuteczne wyparcie konkurencji i nie spodziewam się, aby miało to ulec zmianie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nasz powrót na wschodnie rynki transportowe jest mało prawdopodobny.
Młodzi Polacy nie garną się do zawodu kierowcy i wydaje się logiczne, że tę lukę kadrową powinni wypełnić zagraniczni pracownicy. Rzeczywistość jednak skrzeczy i na tym polu...
Nasza branża odczuwa od lat permanentny niedostatek kierowców zawodowych. Przyczyny tego stanu rzeczy były wielokrotnie wskazywane, a są to między innymi: niż demograficzny, likwidacja szkół zawodowych wskutek nieszczęsnej reformy szkolnictwa, a ostatnio rezygnacja szkół branżowych z kształcenia kierowców spowodowana nieprzemyślanym przeprowadzaniem egzaminów końcowych. Nie można też tracić z pola widzenia oczywistego faktu, że młodzież przejawia małe zainteresowanie zdobyciem tego zawodu, bez wątpienia trudnego i wymagającego wielu wyrzeczeń, z których pewnie największym jest rozłąka z bliskimi. Koniec końców polscy przewoźnicy zostali zmuszeni do szukania pracowników spoza UE, bez których ich firmy mogłyby sobie nie poradzić. I co się okazało? Tutaj również mamy zadziwiającą sytuację, bo można odnieść wrażenie, że państwo polskie robi wszystko, aby utrudnić zatrudnianie zagranicznych kierowców przez rodzimych przewoźników. Nawet kilkanaście miesięcy trwa bowiem załatwianie spraw związanych z przedłużeniem pozwolenia na pobyt i pracę, natomiast kilka miesięcy trzeba czekać na samo zaświadczenie o złożeniu takich dokumentów – nie mówiąc o skandalicznie długim okresie oczekiwania na złożenie wniosku o wydanie wizy w konsulatach. Oczekujemy szybkich zmian w tym zakresie, a nie kolejnych niejasnych tłumaczeń. Chciałbym przypomnieć, że już w 2022 roku ówczesny wiceminister rodziny i polityki społecznej Stanisław Szwed powiedział na konferencji prasowej, że „ratunkiem dla polskiej branży transportowej byłoby uproszczenie i przyspieszenie procedur zatrudnienia kierowców z zagranicy”. Minęło kilka lat, zmienił się rząd i ciągle nic w tej sprawie nie zrobiono.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Cezary Bednarski
źódło: www.etransport.pl