02.10.2026
Ten artykuł muszę zacząć od wyjaśnienia, że branża produkcji naczep i przyczep już wkrótce będzie musiała spełnić nowe unijne normy, znane jako „VECTO Trailer”. Komisja Europejska narzuciła tutaj zakres, w jakim wszystkie nowo rejestrowane naczepy lub przyczepy muszą zmniejszyć wpływ na emisję CO2 w pojazdach ciągnących. De facto mowa więc też o tym, w jakim stopniu musi spaść ich wpływ na zużycie paliwa w ciężarówkach i ciągnikach. Dla okresu 2020-2030 przewidziano, że średni wpływ naczep na spalanie musi spaść o 10 procent, a średni wpływ przyczep o 7,5 procenta. Ma to objąć wszystkie pojazdy na maksymalnie trzech osiach, z nadwoziami przypominającymi prostopadłościan i z dopuszczalną masą całkowitą powyżej 8 ton, a więc między innymi naczepy kurtynowe, furgonowe oraz chłodnicze.
Zdaniem europejskich producentów, spełnienie takich wymagań jest technicznie niemożliwe, a same normy są niesprawiedliwe. Dlatego branża zjednoczyła się w walce przeciwko unijnym zasadom – trzydzieści różnych firm wspólnie wystąpiło w tej sprawie do Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, a osiem marek zdecydowało się wręcz na sądową skargę, która znalazła swój finał w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Skarga została złożona jeszcze w 2025 roku, a teraz pojawiła się na nią oficjalna odpowiedź. Niestety nie ma w niej dobrej wiadomości dla producentów, gdyż skarga została całkowicie oddalona ze względów formalno-proceduralnych. Konkretnie padło tutaj stwierdzenie, że w argumentach producentów nie wystąpiło „indywidualne dotyczenie”, niezbędne do uznania skargi. Ujmując to zaś w prostszych słowach, Trybunał uznał, że skoro przepisy obejmują absolutnie wszystkich producentów z unijnej branży, bez żadnych indywidualnych uwarunkowań, poszczególne firmy nie mogą z góry uznać danych przepisów za niesprawiedliwe i wnioskować o ich odwołanie.
Co natomiast wydarzy się w sytuacji, gdy normy zostaną utrzymane, a producenci po prostu ich nie spełnią? Wówczas Komisja Europejska nałoży na nich kary, które ustalono na poziomie 4250 euro za każdy ponadnormatywny gram dwutlenku węgla na tonokilometr przeliczony przez wszystkie egzemplarze sprzedane w danym roku. W praktyce może się to przełożyć na dziesiątki lub setki milionów euro, które ostatecznie mogą zostać pokryte z kieszeni przewoźników. Dla przykładu, sama tylko firma Kögel – będąca jednym z ośmiu producentów stojących za skargą – wyliczyła, że pokrycie tych kar wymagałoby podniesienia cen nowych naczep o 40-50 procent.
Na zdjęciu widzimy prototypową naczepę marki Krone zaprezentowaną na targach IAA Transportation 2026. Otrzymała ona rozbudowane ospojlerowanie, opony o obniżonych oporach toczenia oraz zupełnie nowy projekt tylnego zderzaka i oświetlenia, a mimo to wpływ na emisję CO2 i zużycie paliwa udało się tutaj obniżyć tylko o 5 procent. Więcej na temat tego pojazdu przeczytacie w następującym artykule: Nowy pomysł na tył europejskich naczep: Aero Rear Concept od Krone (IAA 2026)
źródło: www.40ton.net