23.10.2026
Spadające ceny baterii rosnąca liczba modeli zwiększają presję konkurencyjną w ciężkim transporcie. Według T&E nowe marki spoza Europy mogą przyciągać przewoźników nie tylko parametrami technicznymi, ale takźe niższym całkowitym kosztem użytkowania pojazdów.
Nowi producenci z Chin i Stanów Zjednoczonych mogą do 2030 roku zdobyć od 24 do 31 proc. europejskiego rynku ciężkich elektrycznych ciężarówek – wynika z analizy Transport & Environment. Konkurencja nie sprowadza się przy tym wyłącznie do ceny zakupu. Według T&E nowe marki oferują już porównywalne parametry, a w niektórych przypadkach niższy całkowity koszt eksploatacji.
Europejski rynek ciężarówek, przez dekady zdominowany przez producentów takich jak Daimler Truck, Traton, Volvo Group, DAF czy Iveco, przygotowuje się na wejście nowych konkurentów. T&E przeanalizowało ceny, parametry techniczne oraz deklarowane plany sprzedażowe i produkcyjne m.in. Tesli, BYD i SuperPanther. Z analizy wynika, że nowi gracze mogą w ciągu kilku lat przejąć znaczącą część segmentu elektrycznych pojazdów ciężkich. Przedział 24–31 proc. nie jest jednak prognozą, że europejscy producenci na pewno stracą dokładnie taką część rynku. To scenariusz wynikający m.in. z deklarowanych przez nowych producentów celów produkcyjnych, eksportowych i planów wejścia do Europy. T&E zaznacza, że taki udział byłby możliwy, gdyby zapowiedzi firm zostały zrealizowane.
Dla przewoźników szczególnie istotna może być ekonomika nowych pojazdów. Według obliczeń organizacji wybór elektrycznej ciężarówki nowego producenta zamiast porównywalnego modelu europejskiej marki może obniżyć całkowity koszt posiadania średnio o 9 proc. W przypadku chińskiej ciężarówki różnica może sięgać 12 proc. T&E szacuje, że dla niemieckiego operatora oznaczałoby to spadek kosztu z około 0,63 do 0,55 euro za kilometr i oszczędność sięgającą 43 tys. euro w ciągu pięciu lat eksploatacji.
Niższa cena nie musi przy tym oznaczać wyraźnie słabszych parametrów. T&E porównało m.in. zasięg, czas ładowania, maksymalną ładowność i efektywność energetyczną. Według autorów analizy pojazdy nowych producentów są pod tym względem konkurencyjne wobec modeli oferowanych przez europejskie marki, choć poszczególne konstrukcje różnią się kompromisami pomiędzy konkretnymi parametrami. Presja konkurencyjna pojawia się w momencie, gdy europejski rynek e-ciężarówek wyraźnie przyspiesza. W 2025 roku pojazdy zeroemisyjne odpowiadały za 5,6 proc. sprzedaży nowych ciężarówek w Europie, około dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. W Holandii, Norwegii i Szwecji ich udział przekraczał już 15 proc. T&E wiąże wzrost m.in. z pierwszym unijnym celem redukcji emisji CO₂ dla producentów ciężarówek, który zaczął obowiązywać w lipcu 2025 roku, oraz ze spadającymi cenami baterii.
Skala rynku jest znacząca. Według T&E w Europie sprzedaje się około 245 tys. ciężkich ciężarówek rocznie, a rynek pozostaje skoncentrowany wokół kilku dużych grup producenckich. Pojawienie się konkurencyjnych cenowo modeli spoza Europy może więc stosunkowo szybko zmienić strukturę segmentu elektrycznego, zwłaszcza jeśli przewoźnicy przy wyborze pojazdu będą kierować się przede wszystkim całkowitym kosztem jego użytkowania. T&E przekonuje, że odpowiedzią europejskich producentów powinno być przyspieszenie elektryfikacji i zwiększenie konkurencyjności oferty. Organizacja sprzeciwia się jednocześnie osłabianiu unijnych norm CO₂ dla ciężkich pojazdów, argumentując, że mogłoby to spowolnić inwestycje europejskich koncernów właśnie w momencie, gdy producenci z Chin i USA przygotowują kolejne modele na rynek europejski. Jest to stanowisko T&E, a nie przesądzony scenariusz rozwoju rynku. Obowiązujące unijne regulacje zakładają, że większość nowych ciężarówek sprzedawanych przez producentów będzie musiała osiągnąć średnią redukcję emisji CO₂ o 43 proc. w 2030 roku względem poziomu bazowego z 2019 roku. Kolejne cele przewidują redukcję o 64 proc. w 2035 roku i 90 proc. w 2040 roku.
Najbliższe lata pokażą więc nie tylko, jak szybko przewoźnicy będą przechodzić na napęd elektryczny, ale również kto dostarczy im pojazdy. Wraz ze spadkiem kosztów baterii i wzrostem liczby dostępnych modeli konkurencja może coraz mocniej przenieść się z samej technologii na cenę, całkowity koszt eksploatacji i zdolność producentów do dostarczania pojazdów w dużej skali.
Źródło: www.etransport.pl