Po zmianach celnych Chińczycy przenoszą się do Europy. Spadają obroty firm logistycznych

17.08.2026

Od 1 lipca 2026 r. na terenie całej Unii Europejskiej przestało obowiązywać wieloletnie zwolnienie z cła dla przesyłek o rzeczywistej wartości do 150 euro, importowanych z państw trzecich – między innymi z Chin, Turcji, Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych. To jednak dopiero początek zmian.

Przepisy celne w najbliższych miesiącach i latach będą jeszcze wielokrotnie modyfikowane, a chińscy giganci e-commerce już dziś znaleźli sposób, by skutecznie obchodzić nową opłatę – przenosząc sprzedaż do magazynów zbudowanych na terenie Unii Europejskiej. Sama opłata to element szerszej modernizacji unijnego systemu celnego, będącej odpowiedzią na dynamiczny rozwój transgranicznego handlu elektronicznego, a jej wprowadzenie w praktyce zmienia reguły gry dla milionów europejskich konsumentów i tysięcy firm importujących towary spoza Unii.

Opłata 3 euro w praktyce

W okresie przejściowym Unia wprowadziła uproszczony mechanizm poboru należności celnych – ryczałtową opłatę w wysokości 3 euro (ok. 13 zł) za każdą pozycję towarową, czyli kategorię towarową, objętą uproszczoną procedurą celną. Rozwiązanie to ma obowiązywać do czasu pełnego wdrożenia nowego unijnego kodeksu celnego i systemu odpraw. W praktyce oznacza to, że jednorazowy zakup trzech jednakowych produktów, na przykład trzech koszulek, to jedna kategoria taryfowa, a więc opłata celna wynosi 3 euro.

Jeśli jednak w tej samej przesyłce znajdą się trzy różne produkty – koszulka, ładowarka i okulary – mamy do czynienia z trzema kategoriami taryfowymi, a opłata celna wzrasta już do 9 euro. Co istotne, opłata ryczałtowa nie zastępuje podatku VAT, który wciąż jest naliczany odrębnie. Formalnie nową opłatę uiszcza sprzedawca lub platforma handlowa, ale koszt ten w praktyce niemal zawsze jest uwzględniany w cenie, którą płaci konsument – podkreśla Natalia Stanowska-Potoczny kancelarii Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K

Dlaczego zlikwidowano próg

Decyzja o zniesieniu zwolnienia wynika z kilku istotnych powodów. Jednym z głównych celów reformy jest wyrównanie warunków konkurencji pomiędzy przedsiębiorcami z Unii a sprzedawcami spoza Wspólnoty, którzy dotąd mogli oferować towary bez jakiegokolwiek obciążenia celnego. Dodatkowo organy celne od lat wskazywały na powszechne przypadki zaniżania wartości przesyłek lub sztucznego dzielenia zamówień na kilka paczek, aby zmieścić się w limicie 150 euro.

Celem zmian jest wreszcie poprawa bezpieczeństwa produktów trafiających na rynek unijny oraz dostosowanie systemu celnego do realiów współczesnego e-commerce, w którym dziennie do Europy trafiają miliony drobnych przesyłek.

Pierwsze efekty

Choć nowe przepisy obowiązują dopiero od kilku tygodni, już pojawiają się informacje o ich pierwszych skutkach. Przede wszystkim mowa jest o dwucyfrowym spadku liczby paczek napływających do Unii. Dane firm logistycznych i kurierskich wykazują natychmiastowe zmniejszenie liczby przesyłek z Chin sięgające około 20 procent. W skali roku oznaczałoby to nawet o miliard przesyłek mniej trafiających do UE z państw trzecich. Dla porównania – w 2024 r. do państw Unii Europejskiej trafiało średnio około 12 milionów paczek dziennie o wartości poniżej 150 euro, co w skali roku dawało około 4,5 miliarda przesyłek.

Nowa opłata sprawiła, że klienci masowo zrezygnowali z kupowania bardzo tanich drobnostek – kabli, etui czy gadżetów – gdzie stała opłata 3 euro wielokrotnie przewyższała wartość samego towaru. – W konsekwencji część popytu przesunęła się na krajowe i europejskie platformy e-commerce, takie jak Allegro czy Amazon EU, oraz do lokalnych dystrybutorów. Produkty dostępne na miejscu ponownie stały się konkurencyjne cenowo i oferują natychmiastową dostawę bez ryzyka dodatkowych opłat celnych – dodaje Natalia Stanowska-Potoczny.

Wzrost cen – ale nie wszystkich

Z perspektywy konsumenta najbardziej odczuwalnym skutkiem zmian jest wzrost kosztów zakupów na platformach sprzedażowych oferujących towary spoza UE, przede wszystkim produktów sprowadzanych z Azji, które dotychczas korzystały ze zwolnienia z cła. Nie oznacza to jednak, że podrożeją wszystkie kategorie produktów w jednakowym stopniu. Najmocniej odczują to osoby kupujące pojedyncze, bardzo tanie przedmioty – w ich przypadku opłata 3 euro potrafi podnieść finalną cenę nawet o kilkadziesiąt procent, co czyni zakup nieopłacalnym.

Znacznie mniej odczuwalny będzie ten koszt przy droższych zamówieniach, gdzie 3 euro stanowi ułamek wartości przesyłki. Konsumenci powinni liczyć się z tym, że model bardzo tanich, pojedynczych zakupów z Azji w dotychczasowej formie po prostu się kończy, natomiast zakupy większych partii towaru czy droższych produktów pozostaną relatywnie mało obciążone nową daniną. podkreśla Natalia Stanowska-Potoczny kancelarii Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy Sp.K

Chińczycy znaleźli sposób

Mimo intencji unijnego ustawodawcy, azjatyccy giganci e-commerce – Temu, Shein czy AliExpress – już teraz wypracowali metody ograniczające wpływ nowej opłaty na ich model biznesowy. Pierwszym i najważniejszym rozwiązaniem jest rozwój magazynów na terenie Unii Europejskiej, tak zwanych EU Warehouses.

Towary wprowadzane są na teren Unii hurtowo, w dużych partiach, i odprawiane zbiorczo na granicy jako import komercyjny. Następnie przesyłki wysyłane są bezpośrednio z magazynów zlokalizowanych na terenie UE – na przykład w Polsce czy w Niemczech – jako transakcje wewnątrzwspólnotowe.

Taki model całkowicie omija opłatę 3 euro naliczaną na granicy przy przesyłkach kierowanych bezpośrednio do konsumenta. – Drugim, prostszym rozwiązaniem stosowanym przez platformy jest konsolidacja zamówień oraz podnoszenie progów bezpłatnej dostawy. Sprzedawcy wprowadzają minimalne wartości koszyka oraz zachęcają klientów do kupowania większej liczby sztuk tego samego produktu lub łączenia kilku zamówień w jedną pozycję towarową, co pozwala rozłożyć stałą opłatę celną na większą liczbę produktów – podkreśla Natalia Stanowska-Potoczny.

Kto zyskuje, a kto traci na nowych przepisach

Dla unijnych przedsiębiorców nowe regulacje oznaczają wyrównanie warunków konkurencji rynkowej – zlikwidowano bowiem sztuczną przewagę cenową azjatyckich sprzedawców wynikającą z braku ceł.

W przypadku jednak dystrybutorów sprowadzających towary z państw trzecich oraz przedsiębiorstw prowadzących sprzedaż transgraniczną znacząco zwiększono wymogi administracyjne. Muszą oni dostosować swoje systemy logistyczne i celne do nowych zasad rozliczeń, a jednocześnie rosną ich obowiązki związane z prawidłowym zgłaszaniem przesyłek do odprawy.

Co zmieni się od 1 listopada 2026 r.

Opłata 3 euro to jednak dopiero pierwszy etap znacznie szerszej reformy. Od 1 listopada 2026 r. w zgłoszeniach celnych dotyczących sprzedaży na odległość obowiązkowe stanie się stosowanie identyfikatorów produktów, określanych skrótem PID (Product Identifiers).

Możliwość ich dobrowolnego podawania istnieje już od 1 lipca 2026 r., jednak od listopada stanie się to twardym wymogiem przy odprawie każdej przesyłki o wartości do 150 euro – z wyłączeniem importu realizowanego przez podmioty zarejestrowane jako płatnicy VAT w ramach transakcji B2B.

PID to w istocie zestaw trzech odrębnych kodów, które razem mają umożliwić precyzyjne powiązanie konkretnej sztuki towaru z jej opisem, producentem i miejscem sprzedaży. Pierwszym z nich jest identyfikator produktu sprzedawcy – unikalny kod nadawany przez sprzedawcę, najczęściej w formie SKU, czyli wewnętrznej jednostki magazynowej. Drugim jest niestandardowy identyfikator produktu producenta – unikatowy kod przypisany konkretnemu produktowi przez jego wytwórcę lub dostawcę. Trzecim elementem jest zazwyczaj standardowy, globalny kod towaru typu GTIN, stosowany powszechnie w kodach kreskowych.

Co może się zmienić od 2028 roku

Ryczałtowa stawka 3 euro ma charakter wyraźnie przejściowy i została ograniczona do okresu od 1 lipca 2026 r. do 1 lipca 2028 r. Jest ona pomyślana jako swego rodzaju techniczny most, który ma obowiązywać do czasu uruchomienia scentralizowanej, ogólnounijnej infrastruktury celnej IT.

Po tej dacie próg 150 euro ma zniknąć całkowicie, a towary obejmie standardowa Wspólna Taryfa Celna – oznacza to, że cła będą naliczane indywidualnie, w zależności od klasyfikacji taryfowej, wartości celnej oraz pochodzenia konkretnego produktu, a nie jako jednolita stawka ryczałtowa.

Ważny będzie status importera

W praktyce może to oznaczać, że część kategorii towarów – na przykład niektóre wyroby tekstylne czy elektronika – zostanie obciążona stawką wyższą niż dzisiejsze 3 euro, podczas gdy inne produkty mogą zostać potraktowane łagodniej. Kluczową zmianą jest jednak coś innego: docelowo o zastosowaniu opłaty nie będzie już decydować to, skąd fizycznie nadana została przesyłka, lecz status importera towaru.

To rozwiązanie wprost uderza w mechanizm, z którego dziś korzystają platformy azjatyckie, wysyłając towar z magazynów zlokalizowanych na terenie Unii – luka, którą tak sprawnie wykorzystują dziś Temu, Shein czy AliExpress, ma zostać w praktyce domknięta.

źródło: wwwtslbiznes.pl