28.07.2026
W porównaniu z poprzednim analizowanym kwartałem polskie firmy transportowe skróciły terminy z 53 do 43 dni. Próbują szybciej odzyskiwać należności i poprawić swoją płynność finansową. Jednocześnie kontrahenci częściej nie dotrzymywali uzgodnionych terminów. Średnie opóźnienie płatności wzrosło, przez co rzeczywisty czas oczekiwania na pieniądze ponownie przekroczył dwa miesiące.
– Indeks Płatności Malcom Finance pokazuje, że przewoźnicy próbują odzyskać kontrolę nad swoją płynnością finansową. Skrócenie średniego terminu płatności o 10 dni pokazuje, że przedsiębiorcy chcą szybciej odzyskiwać środki i ograniczać zamrażanie kapitału. Problem polega na tym, że sama zmiana zapisów na fakturze nie wystarczy, jeśli kontrahent nie reguluje płatności na czas. W praktyce przewoźnicy nadal przez ponad dwa miesiące finansują działalność z własnych środków: od paliwa i wynagrodzeń kierowców po leasing pojazdów, zanim otrzymają zapłatę za wykonaną usługę – mówi Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.Na tle innych analizowanych rynków europejskich Polska wyróżnia się stosunkowo krótkimi terminami płatności. W pierwszym kwartale 2026 roku średni uzgodniony termin wyniósł w Polsce 43 dni. Dla porównania w Czechach było to 53 dni, a na Słowacji 50 dni.
Jednocześnie kontrahenci częściej przekraczają uzgodnione terminy. Średnie opóźnienie płatności wyniosło 20 dni, podczas gdy w Czechach było to 6 dni, a na Słowacji 5 dni. Oznacza to, że problemem polskiego rynku jest przestrzeganie terminów platności.
– To jedna z najciekawszych obserwacji z najnowszego Indeksu. W Czechach czy na Słowacji kontrahenci mają formalnie więcej czasu na zapłatę, ale znacznie częściej dotrzymują ustalonych terminów. W Polsce sytuacja jest odwrotna: terminy są krótsze, ale opóźnienia zdecydowanie większe. To pokazuje, że dziś największym wyzwaniem nie jest negocjowanie warunków płatności, lecz ograniczanie ryzyka związanego z ich niedotrzymywaniem – podkreśla Marcin Wawrzkiewicz.
Rosnące opóźnienia płatności sprawiają, że dla firm z polskiego sektora TSL coraz większego znaczenia nabiera dostęp do finansowania i przewidywalność przepływów pieniężnych. Koszty działalności takie jak paliwo, wynagrodzenia, leasing i inne trzeba regulować na bieżąco. Niezależnie czy kontrahent opłaci fakturę. W takich warunkach polskie firmy coraz częściej sięgają po narzędzia wspierające zarządzanie ryzykiem i zatorami płatniczymi.
– Przedsiębiorcy chcą wiedzieć nie tylko, kiedy otrzymają środki za fakturę, ale również z kim warto współpracować. Firmy transportowe działają dwutorowo: coraz częściej weryfikują swoich kontrahentów w międzynarodowych bazach płatników i zleceniodawców branży TSL, a także mając świadomość systemowych wyzwań z terminami płatności wybierają rozwiązania finansowe takie jak faktoring, które pozwalają uwolnić gotówkę w momencie wykonania usługi transportowej – zaznacza Marcin Wawrzkiewicz.
Indeks Płatności Malcom Finance pokazuje rzeczywisty czas oczekiwania przewoźników na zapłatę. W pierwszym kwartale 2026 roku najwyższą wartość wskaźnika odnotowano w Hiszpanii (77), na Węgrzech (68) oraz Litwie (67). Oznacza to najdłuższy średni czas oczekiwania na należności. Polska z wynikiem 63 zajęła 7. miejsce wśród analizowanych rynków europejskich. Lepsze wyniki odnotowano w Czechach (59) i na Słowacji (55). Tam, mimo dłuższych terminów płatności kontrahenci znacznie częściej regulują należności na czas. Najkrótszy rzeczywisty czas oczekiwania na zapłatę występuje w Niemczech (22), Szwajcarii (27) i Chorwacji (35). Tutaj wysoka dyscyplina płatnicza rekompensuje krótkie terminy płatności.
Najdłuższe terminy płatności obowiązywały w pierwszym kwartale 2026 roku we Włoszech, Czechach i Estonii (po 53 dni). Także w Hiszpanii (52 dni) oraz na Węgrzech (51 dni). Na drugim końcu zestawienia znalazły się Francja (31 dni), Szwajcaria (32 dni) i Litwa (34 dni). Polska, ze średnim terminem płatności wynoszącym 43 dni, plasuje się w środku europejskiego rankingu. Oznacza to, że przewoźnicy w Polsce nie dają kontrahentom więcej czasu na zapłatę niż firmy z większości analizowanych państw.Polska należy do krajów o najwyższych opóźnieniach płatności w Europie. Średnie opóźnienie wynoszące 20 dni plasuje nas na piątym miejscu w analizowanym rankingu. Dla porównania przewoźnicy w Czechach i na Słowacji czekają po terminie średnio jedynie 6 i 5 dni. Najwyższą dyscyplinę płatniczą odnotowano natomiast w Niemczech i Szwajcarii, gdzie faktury są regulowane przeciętnie przed upływem uzgodnionego terminu płatności.
źródło: fleetlog.pl