02.04.2026
Zaległości finansowe w branży transportu, spedycji i logistyki osiągnęły 3,3 mld zł. To jeden z kluczowych sektorów polskiej gospodarki i potęga na rynku europejskim, a znaczna część firm ma trudności w regulowaniu zobowiązań i zmaga się z ograniczoną płynnością finansową. Problem dotyczy już około 38 tysięcy przedsiębiorstw. Jeżeli nie poprawią się warunki makroekonomicznych ani nie ustabilizują koszty, branża straci konkurencyjność, to z kolei przyniesie fatalne skutki dla całej gospodarki – uważa Waldemar Rogowski, główny analityk Big InfoMonitor.
Zaległości finansowe przedsiębiorstw TSL obejmują zarówno zobowiązania wobec instytucji finansowych, jak i długi wobec partnerów biznesowych. W pierwszym przypadku chodzi o niespłacane kredyty, w drugim natomiast o opóźnienia w regulowaniu płatności za usługi i towary. Taka podwojona struktura zadłużenia sprawia, że problemy finansowe firm rozlewają się na kolejne podmioty.
– Problem dotyczy bardzo szerokiej grupy podmiotów funkcjonujących w branży. Oznacza to, że nie mamy do czynienia z incydentalnymi przypadkami, lecz z systemowym zjawiskiem pogarszającej się płynności finansowej – ocenia dr Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.
– Warto podkreślić, że wspomniane 3,3 miliarda złotych zaległości to nie tylko kredyty bankowe. Znaczną część tej kwoty stanowią zobowiązania pozakredytowe, czyli przeterminowane płatności wobec partnerów biznesowych. To właśnie ten element jest szczególnie niebezpieczny z punktu widzenia funkcjonowania gospodarki, ponieważ bezpośrednio wpływa na relacje między przedsiębiorstwami i może prowadzić do efektu domina w całych łańcuchach dostaw – dodaje.
Na tle innych sektorów gospodarki branża TSL plasuje się wysoko pod względem wartości zaległości, choć nie jest liderem tego niechlubnego zestawienia. Wyprzedzają ją handel, przemysł oraz budownictwo, w których łączne kwoty przeterminowanych zobowiązań są jeszcze wyższe.
Jednak w sektorze transportu, spedycji i logistyki odsetek firm mających problemy z terminową spłatą zobowiązań jest najwyższy spośród wszystkich branż. W tym ujęciu sektor TSL zajmuje pierwsze miejsce, co oznacza, że trudności finansowe są tu najbardziej rozpowszechnione spośród wszystkich branż – podkreśla Waldemar Rogowski.
Źródeł problemów należy szukać w kumulacji niekorzystnych zjawisk. Jednym z najpoważniejszych czynników jest wzrost kosztów pracy, szczególnie odczuwalny w wynagrodzeniach kierowców. Presja płacowa wynika zarówno z niedoboru pracowników, jak i rosnących oczekiwań finansowych.
– Te czynniki nałożyły się na siebie w stosunkowo krótkim czasie. Z jednej strony przedsiębiorstwa muszą mierzyć się z dynamicznie rosnącymi kosztami prowadzenia działalności, w szczególności kosztami pracy oraz utrzymania floty. Z drugiej strony obserwujemy wyraźne osłabienie popytu na usługi transportowe, spowodowane spowolnieniem gospodarczym w kluczowych krajach europejskich, takich jak Niemcy. Dodatkowym problemem jest ograniczona możliwość przenoszenia rosnących kosztów na klientów, co prowadzi do systematycznego spadku marż i rentowności – wylicza Waldemar Rogowski.
– Sektor transportowy znalazł się obecnie w klasycznym mechanizmie ścisku kosztowo-przychodowego. Oznacza to sytuację, w której przedsiębiorstwa z jednej strony nie są w stanie znacząco zwiększać swoich przychodów ze względu na silną konkurencję i presję cenową, a z drugiej strony doświadczają stałego wzrostu kosztów operacyjnych. Taka konfiguracja prowadzi do erozji marż i ogranicza zdolność firm do generowania zysków, co w dłuższej perspektywie przekłada się na pogorszenie ich stabilności finansowej – dodaje.
Silna konkurencja na rynku powoduje, że przedsiębiorstwa nie mogą podnosić cen usług. W efekcie koszty rosną szybciej niż przychody, co prowadzi do systematycznego spadku marż i pogorszenia rentowności działalności.
Wojna na Bliskim Wschodzie wpływa bezpośrednio na ceny paliwa, czyli jeden z najważniejszych elementów kosztowych w transporcie. Wzrost cen nie tylko zwiększa wydatki operacyjne firm, lecz oddziałuje na całą gospodarkę, wywołując presję inflacyjną.
– Wyższe ceny energii wpływają na inflację, co może skutkować zmianą polityki monetarnej i utrzymaniem wysokich stóp procentowych. W konsekwencji rosną koszty finansowania, w tym leasingu, który jest powszechnie wykorzystywany w tej branży – podkreśla ekonomista.
W rezultacie rosną koszty działalności, a jednocześnie, z powodu spowolnienia gospodarczego, maleje liczba zleceń.
Podatność na wstrząsy wynika także ze specyfiki polskiej branży TSL.
– Specyfika polskiego sektora transportowego polega na jego dużym rozdrobnieniu. W przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej, gdzie dominują duże przedsiębiorstwa, w Polsce znaczną część rynku stanowią małe firmy, często jednoosobowe działalności gospodarcze. Taka struktura powoduje, że branża jest bardziej wrażliwa na wahania koniunktury i mniej odporna na szoki ekonomiczne – podkreśla Waldemar Rogowski.
Większość w Polsce stanowią małe firmy i jednoosobowe działalności gospodarcze dysponujące pojedynczym pojazdem, co ogranicza ich możliwości łagodzenia szoków kosztowych i utraty przychodów.
Poważnym problemem jest również niedobór kierowców - jedno z głównych wyzwań branży od lat. Brak wystarczającej liczby pracowników zwiększa presję płacową i utrudnia rozwój firm, które nie są w stanie realizować wszystkich dostępnych zleceń. Jednocześnie zmienia się otoczenie konkurencyjne. Coraz większą rolę odgrywają przewoźnicy z innych krajów, w tym z Ukrainy, którzy wchodzą na rynek unijny i oferują usługi w bardziej konkurencyjnych cenach.
– Szacuje się, że w Polsce brakuje około 100 tysięcy kierowców zawodowych. To zjawisko ma bezpośredni wpływ na koszty pracy, ale także na możliwości operacyjne firm, które często nie są w stanie realizować wszystkich dostępnych zleceń. W dłuższej perspektywie ogranicza to potencjał rozwojowy całego sektora – zauważa ekonomista.
W efekcie polskie firmy, które jeszcze niedawno dominowały na europejskim rynku przewozów dzięki przewadze kosztowej, stopniowo tracą swoją pozycję. Wzrost kosztów działalności oraz zmiany regulacyjne powodują, że spada ich konkurencyjność.
– Polskie firmy transportowe przez wiele lat budowały swoją przewagę konkurencyjną na rynku europejskim w oparciu o niższe koszty działalności. Obecnie ta przewaga stopniowo się zmniejsza. Rosnące koszty pracy oraz zmiany regulacyjne sprawiają, że konkurencja ze strony przewoźników z innych krajów, w tym z Ukrainy, staje się coraz bardziej odczuwalna. W efekcie polskie przedsiębiorstwa tracą część rynku, który jeszcze niedawno był ich domeną – dodaje.
Jednym z najbardziej niebezpiecznych zjawisk towarzyszących narastającemu zadłużeniu są zatory płatnicze. Mechanizm ich powstawania jest stosunkowo prosty, ale jego skutki mogą być bardzo poważne. W sytuacji, gdy jedna firma nie reguluje swoich zobowiązań w terminie, jej kontrahenci również tracą możliwość terminowego regulowania własnych płatności. W ten sposób problemy finansowe przenoszą się wzdłuż całych łańcuchów dostaw.
– To jeden z najgroźniejszych mechanizmów destabilizujących gospodarkę. Brak płatności ze strony jednego podmiotu powoduje kaskadowe problemy u kolejnych uczestników rynku. W branży TSL, która funkcjonuje w oparciu o rozbudowane łańcuchy powiązań, zjawisko to ma szczególnie silny charakter. Może ono prowadzić do sytuacji, w której nawet rentowne przedsiębiorstwa tracą płynność wyłącznie z powodu opóźnień w płatnościach – ostrzega Waldemar Rogowski.
Zjawisko może prowadzić do poważnych zakłóceń w funkcjonowaniu gospodarki. Szczególnie narażone są mniejsze przedsiębiorstwa, które nie dysponują odpowiednimi rezerwami finansowymi i są silnie uzależnione od terminowych płatności od swoich partnerów biznesowych. W takich warunkach nawet stosunkowo niewielkie opóźnienia mogą prowadzić do utraty płynności, a w skrajnych przypadkach do upadłości.
Transport, spedycja i logistyka pełnią fundamentalną rolę w gospodarce, ponieważ odpowiadają za przepływ towarów pomiędzy producentami, dostawcami i odbiorcami. Funkcjonowanie tego sektora warunkuje sprawność całych łańcuchów dostaw, a tym samym wpływa na działalność niemal wszystkich innych branż.
– Transport, spedycja i logistyka pełnią funkcję krwiobiegu gospodarki. Bez sprawnie działającego systemu transportowego niemożliwe jest efektywne funkcjonowanie handlu, przemysłu czy eksportu. Problemy w tym sektorze mają więc charakter systemowy i przenoszą się na inne obszary gospodarki. Można powiedzieć, że jest to układ naczyń połączonych – zakłócenia w jednym miejscu szybko odczuwalne są w całym systemie – zauważa Waldemar Rogowski.
Ograniczenie aktywności firm transportowych może prowadzić do opóźnień w dostawach, wzrostu kosztów logistycznych oraz spadku konkurencyjności całej gospodarki. W tym sensie kondycja branży TSL jest jednym z kluczowych wskaźników zdrowia ekonomicznego kraju.
Średnia wartość zadłużenia przypadająca na jedno przedsiębiorstwo wynosi około 86,5 tysiąca złotych. Uśredniony wskaźnik ujmuje bardzo zróżnicowane przypadki, od dużych firm o wysokich przychodach po mikroprzedsiębiorstwa o ograniczonej skali działalności.
– Średnie zadłużenie na poziomie około 86 tysięcy złotych może wydawać się umiarkowane, jednak jego znaczenie zależy od skali działalności przedsiębiorstwa. Dla dużych firm jest to często kwota marginalna, natomiast dla małych i mikroprzedsiębiorstw może stanowić poważne zagrożenie dla ich dalszego funkcjonowania – ostrzega analityk
źródło: www.strefabiznesu.pl