Produkcja wraca do Europy. Co to oznacza dla transportu i łańcuchów dostaw?

25.02.2026

To, gdzie w Europie będą powstawać samochody i części, zdecyduje w praktyce o tym, gdzie będą jeździć cieżarówki. Dlatego sygnały płynące  z Antwerpia warto czytac przede wszystkim przez pryzmat transportu i łańcuchów dostaw.

Podczas Industry Summit w Antwerpia przedstawiciele przemysłu i politycy dyskutowali o przyszłości europejskiej produkcji. Spotkanie odbyło się z inicjatywy premiera Belgii Bart De Wever i było elementem szerszej debaty o konkurencyjności europejskiego przemysłu, a nie wydarzeniem organizowanym przez samą branżę motoryzacyjną.

Dla transportu to ważny sygnał, bo każda zmiana miejsca produkcji oznacza zmianę trasy dla ciężarówek. Dlatego sygnały płynące stamtąd warto czytać nie jako debatę o motoryzacji, lecz jako zapowiedź możliwej przebudowy europejskich łańcuchów dostaw. Podczas Industry Summit premier Belgii Bart De Wever podkreślał potrzebę utrzymania przemysłowej siły Europy i ograniczenia odpływu produkcji poza UE. Kluczowe są jednak nie deklaracje, ale liczby. Według danych CLEPA, w latach 2024–2025 europejscy dostawcy części motoryzacyjnych ogłosili około 104 tys. redukcji etatów. To sygnał presji kosztowej i spadającej konkurencyjności części zakładów. A każdy ograniczony wolumen produkcji oznacza mniej komponentów w ruchu i mniejsze zapotrzebowanie na transport przemysłowy.

Coraz częściej pojawia się też pomysł wzmocnienia lokalnej produkcji poprzez większy udział europejskich komponentów w gotowych pojazdach. To na razie propozycja branży, a nie obowiązujące prawo, ale kierunek dyskusji jest czytelny- krótsze łańcuchy dostaw i większa regionalizacja produkcji. Jeśli taki model zyska poparcie, transport drogowy w Europie może zyskać na znaczeniu, bo więcej ładunków będzie krążyć między europejskimi fabrykami zamiast trafiać do portów w globalnych łańcuchach dostaw. Z perspektywy przewoźników oznacza to możliwe przesunięcie rynku: więcej tras wewnątrz UE, krótsze dystanse i większe znaczenie stałych relacji przemysłowych. Dla części firm może to być szansa na stabilniejsze kontrakty, ale jednocześnie rynek stanie się bardziej lokalny i konkurencyjny.

W tle pozostaje jednak tempo zmian regulacyjnych i realne decyzje klientów. Badania konsumenckie pokazują, że w wielu krajach Europy wciąż utrzymuje się silny popyt na pojazdy spalinowe i hybrydowe, co utrudnia szybkie przestawienie całego sektora produkcji. Dla rynku transportowego oznacza to okres przejściowy, bez gwałtownej rewolucji, ale z rosnącą niepewnością co do kierunków rozwoju. Najważniejszy wniosek jest prosty: spotkanie w Antwerpia to sygnał, że Europa zaczyna poważnie rozmawiać o odbudowie własnej produkcji. Jeśli te zapowiedzi przełożą się na decyzje, zmieni się nie tylko mapa fabryk, ale również mapa ładunków i codzienna praca europejskich przewoźników.

źródło: www.etransport.pl