Przestępcy szukają nie słabych zamków, lecz słabych nawyków

08.06.2026

Bezpieczne parkingi nadal pozostaja ważnym elementem ochrony transportu, ale coraz częściej to nie tam zaczyna się problem. O wyłudzeniach, fałszywych przewoźnikach, błędach firm i sygnałach ostrzegawczych rozmawiamy z Agnieszką Jedlińską-Wojnowską TAPA Lead Polska.

Kierowcy i przewoźnicy najczęściej wskazują dziś brak bezpiecznych parkingów jako jedno z największych zagrożeń. Czy z perspektywy TAPA rzeczywiście tam koncentruje się dziś największe ryzyko, czy branża obawia się czasem nie tego, co powinna?

Bezpieczne parkingi są i pozostaną jednym z fundamentów ochrony ładunków. Nie ma co do tego wątpliwości. Wystarczy spojrzeć na statystyki kradzieży w Europie, aby zobaczyć, że znacząca część incydentów nadal ma miejsce podczas postoju pojazdu. Problem polega jednak na tym, że branża często koncentruje się wyłącznie na miejscu, w którym dochodzi do kradzieży, a nie na tym, gdzie tak naprawdę zaczyna się całe zdarzenie.

Dzisiaj coraz częściej obserwujemy sytuacje, w których przestępcy zdobywają informacje o ładunku, trasie czy przewoźniku jeszcze zanim pojazd wyjedzie z magazynu. Analizują procesy logistyczne, śledzą aktywność firm w internecie, wykorzystują wycieki danych, a czasem po prostu korzystają z informacji przekazywanych zbyt szeroko wewnątrz organizacji. Dlaczego? Ponieważ kierowcy opierają się na opiniach w Google zanim zaparkują na danym parkingu, a zdarza się, że opinie są pisane właśnie przez przestępców.

Dlatego powiedziałabym, że parking jest często miejscem realizacji przestępstwa, ale nie jego początkiem. Początek znajduje się znacznie wcześniej – w procesach, procedurach i zarządzaniu informacją. Firmy, które skupiają się wyłącznie na wyborze bezpiecznego parkingu, a pomijają kwestie cyberbezpieczeństwa, weryfikacji kontrahentów czy kontroli dostępu do danych, patrzą dziś tylko na część problemu.

Jak dziś naprawdę kradnie się ładunki w Europie? Co najbardziej zmieniło się w sposobie działania przestępców w ciągu ostatnich kilku lat?

Największą zmianą jest profesjonalizacja przestępczości. Jeszcze kilka lat temu większość osób wyobrażała sobie kradzież ładunku jako przeciętą plandekę, włamanie do naczepy czy napad na parkingu. Takie zdarzenia nadal występują, ale coraz większą część incydentów stanowią przestępstwa oparte na oszustwie, manipulacji i wykorzystaniu informacji.

Przestępcy działają dziś jak dobrze zorganizowane przedsiębiorstwa. Posiadają własne struktury, specjalizacje i wiedzę logistyczną. Potrafią stworzyć fałszywą firmę transportową, przejąć zlecenie, przygotować dokumentację, wynająć magazyn, a nawet prowadzić korespondencję w sposób, który przez długi czas nie wzbudza żadnych podejrzeń. Zdarzają się nadal przypadki, że w krajach takich jak Bułgaria czy Grecja urzędnik jest w stanie wystawić fałszywe dokumenty, oczywiście za łapówką.

W całej Europie obserwujemy dynamiczny wzrost zjawiska określanego jako cargo fraud. Mówimy tutaj o podszywaniu się pod przewoźników, przejmowaniu tożsamości firm, wyłudzaniu ładunków czy manipulowaniu dokumentacją transportową. W wielu przypadkach ciężarówka odbierająca towar pojawia się punktualnie, kierowca posiada komplet dokumentów, a cała operacja wygląda całkowicie legalnie. Problem polega na tym, że przewoźnik nigdy nie miał dostarczyć towaru do odbiorcy.

Coraz częściej mówimy więc nie o kradzieży siłowej, ale o kradzieży procesowej. Przestępcy nie muszą już forsować zabezpieczeń. Wystarczy, że wykorzystają słabości organizacyjne firmy.

Współczesne kradzieże częściej zaczynają się dziś od przeciętej plandeki, czy od informacji zdobytej wcześniej o ładunku, trasie lub przewoźniku?

Moim zdaniem coraz częściej od informacji. Informacja stała się jednym z najcenniejszych zasobów w logistyce i jednocześnie jednym z najbardziej niedocenianych elementów bezpieczeństwa. Przestępca, który wie, jaki towar jest przewożony, jaką ma wartość, którędy będzie przebiegała trasa i gdzie kierowca planuje postój, posiada ogromną przewagę. Jeszcze większą przewagę zyskuje wtedy, gdy zna procedury firmy lub wie, jakie zabezpieczenia są stosowane.

Dlatego coraz częściej obserwujemy połączenie świata fizycznego i cyfrowego. Kradzież może rozpocząć się od przejęcia skrzynki mailowej, fałszywego zapytania transportowego, nieostrożnie opublikowanego zdjęcia w mediach społecznościowych czy błędu pracownika, który przekazał zbyt wiele informacji niezweryfikowanemu kontrahentowi lub insiderowi, który zatrudnia się, aby wyciągać informacje i przekazywać je dalej.

Pracując na co dzień w Tronik i rozmawiając z firmami transportowymi, zauważam pewną powtarzającą się zależność. Bardzo często przedsiębiorstwa zaczynają interesować się rozwiązaniami z zakresu bezpieczeństwa dopiero wtedy, gdy dojdzie do incydentu - kradzieży, włamania, utraty ładunku czy próby oszustwa. To naturalna reakcja, ale niestety często spóźniona.

Jakie błędy najczęściej popełniają firmy transportowe i kierowcy, nieświadomie ułatwiając działanie przestępcom?

Największym błędem jest przekonanie, że „nas to nie dotyczy”. Wiele firm uważa, że skoro nigdy nie padły ofiarą kradzieży, to ich obecne procedury są wystarczające. Tymczasem przestępcy nie szukają firm, które popełniają spektakularne błędy. Szukają tych, które popełniają małe błędy każdego dnia. Najczęściej są to zaniedbania związane z weryfikacją kontrahentów, zbyt duża otwartość w udostępnianiu informacji o przewozach czy brak jasno określonych procedur bezpieczeństwa. Nadal zdarza się, że informacje o wartościowym ładunku trafiają do zbyt szerokiego grona osób lub że zmiany w zleceniu są akceptowane bez dodatkowej weryfikacji.

Drugim problemem jest rutyna, kierowcy i pracownicy operacyjni wykonują codziennie setki podobnych czynności. To naturalne, że po pewnym czasie czujność spada i właśnie wtedy najłatwiej wykorzystać pośpiech, presję czasu lub przyzwyczajenia.

Z perspektywy TAPA bardzo często widzimy również niedostateczne inwestycje w edukację. Firmy inwestują w pojazdy, monitoring czy systemy telematyczne, ale szkolenia bezpieczeństwa traktowane są jako jednorazowe działanie. Tymczasem zagrożenia zmieniają się bardzo dynamicznie. To, czego nauczyliśmy pracowników dwa lata temu, dzisiaj może być już niewystarczające.

Bezpieczeństwo nie jest wyłącznie zadaniem osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo czy zarządzanie flotą. To odpowiedzialność całej organizacji – od kierowcy i spedytora po zarząd firmy.

Firmy inwestują dziś w różne zabezpieczenia. Które rozwiązania realnie utrudniają kradzież, a które dają głównie poczucie bezpieczeństwa?

Nie ma jednego urządzenia ani systemu, który zapewni pełne bezpieczeństwo transportu. Część firm nadal szuka „magicznego rozwiązania”, ale takie rozwiązanie po prostu nie istnieje. Najskuteczniejsze są zabezpieczenia wielowarstwowe: monitoring GPS, zabezpieczenia naczep, kontrola otwarcia drzwi, pętle, geofencing, przyciski alarmowe czy integracja z centrum monitoringu. Mogą realnie utrudnić działania przestępców, ale tylko wtedy, gdy są częścią szerszego procesu zarządzania bezpieczeństwem.

Sam lokalizator GPS nie zatrzyma kradzieży. Sam zamek nie zabezpieczy procesu. Sam monitoring nie zapobiegnie oszustwu związanemu z fałszywym przewoźnikiem. Przestępcy bardzo szybko dostosowują się do nowych technologii. Dlatego równie ważne jak inwestowanie w sprzęt jest regularne przeglądanie procedur i ocena nowych zagrożeń. Dobre bezpieczeństwo nie polega na posiadaniu największej liczby urządzeń, ale na umiejętnym połączeniu wszystkich elementów w spójny system ochrony.

Z perspektywy TAPA, jakie zagrożenia kierowcy i firmy transportowe najczęściej bagatelizują?

Z perspektywy TAPA obserwujemy, że firmy nadal zbyt często bagatelizują zagrożenia związane z oszustwami procesowymi i cyberbezpieczeństwem. Wiele organizacji skupia się na ochronie pojazdu i ładunku, podczas gdy przestępcy coraz częściej atakują procesy, dane oraz ludzi. Przejęcie skrzynki e-mail, podszycie się pod kontrahenta czy fałszywy przewoźnik mogą doprowadzić do utraty ładunku bez konieczności fizycznego kontaktu z pojazdem.

Nie można również zapominać o czynniku ludzkim. Brak szkoleń, rutyna, presja czasu i przekonanie, że „u nas nic takiego się nie wydarzy”, nadal należą do najczęstszych przyczyn incydentów bezpieczeństwa. Technologia może wspierać ludzi, ale nie zastąpi ich świadomości i właściwych decyzji.

Czy są dziś sygnały ostrzegawcze, po których kierowca lub przewoźnik powinien od razu zapalić sobie „czerwoną lampkę”, jeszcze zanim dojdzie do kradzieży lub oszustwa?

Takich sygnałów jest coraz więcej i warto nauczyć się je rozpoznawać, ponieważ przestępcy często zostawiają ślady jeszcze przed rozpoczęciem działania. Problem polega na tym, że w codziennym pośpiechu są one ignorowane.

Jednym z najczęstszych sygnałów ostrzegawczych są nagłe zmiany w zleceniu transportowym: zmiana miejsca załadunku lub rozładunku w ostatniej chwili, prośba o kontakt przez inny adres e-mail niż dotychczas, nowy numer telefonu osoby odpowiedzialnej za transport czy presja czasu wymuszająca szybką decyzję. To zawsze powinno wzbudzać czujność.

Niepokojące są również sytuacje, w których nowy kontrahent oferuje wyjątkowo atrakcyjne warunki współpracy, ale unika przekazania pełnej dokumentacji lub utrudnia weryfikację swojej działalności. Przestępcy często wykorzystują presję biznesową i chęć szybkiego pozyskania zlecenia.

Z perspektywy kierowcy czerwoną lampkę powinny zapalić także nietypowe zachowania podczas transportu: pojazd, który przez dłuższy czas jedzie tą samą trasą, osoby fotografujące ciężarówkę lub ładunek, próby rozmowy o przewożonym towarze czy niespodziewane osoby pojawiające się w miejscu załadunku lub rozładunku.

W bezpieczeństwie transportu często decydują szczegóły. Lepiej zweryfikować jedno podejrzenie za dużo niż zignorować sygnał, który okaże się początkiem poważnego incydentu.

Który mit dotyczący bezpieczeństwa transportu warto dziś raz na zawsze obalić?

Największym mitem jest przekonanie, że bezpieczeństwo jest kosztem, który nie przynosi firmie żadnej wartości biznesowej. Przez wiele lat bezpieczeństwo było traktowane jako dodatkowy wydatek, który należy ograniczać do minimum. Tymczasem utrata ładunku to nie tylko wartość samego towaru. To również przestoje operacyjne, koszty administracyjne, utrata zaufania klientów, problemy z ubezpieczeniem oraz ryzyko utraty przyszłych kontraktów.

Wciąż pokutuje również przekonanie, że ofiarami przestępstw padają wyłącznie duże firmy przewożące towary wysokiej wartości. W rzeczywistości przestępcy szukają przede wszystkim łatwego celu. Często łatwiej zaatakować mniejszą organizację z ograniczonymi procedurami bezpieczeństwa niż dużą firmę posiadającą rozbudowane procesy kontrolne.

Dziś bezpieczeństwo coraz częściej staje się elementem przewagi konkurencyjnej. Klienci oczekują nie tylko terminowej dostawy, ale również gwarancji, że ich towary będą odpowiednio chronione na każdym etapie transportu.

Gdybyś miała wskazać trzy działania, które nawet niewielka firma transportowa może wdrożyć od zaraz, aby ograniczyć ryzyko utraty ładunku, co znalazłoby się na tej liście?

Po pierwsze – weryfikacja kontrahentów i zleceń transportowych. W dobie rosnącej liczby oszustw związanych z podszywaniem się pod przewoźników czy zleceniodawców jest to jeden z najważniejszych elementów ochrony. Każda firma powinna posiadać jasne procedury sprawdzania nowych partnerów biznesowych oraz weryfikacji zmian pojawiających się w trakcie realizacji transportu.

Po drugie – regularne szkolenia pracowników. Nawet najlepsze procedury nie będą skuteczne, jeśli pracownicy nie będą wiedzieli, jak rozpoznawać zagrożenia. Metody działania przestępców zmieniają się bardzo szybko, dlatego edukacja nie może być jednorazowym działaniem.

Po trzecie – monitoring i szybkie reagowanie na nieprawidłowości. Nie musi to oznaczać dużych inwestycji. Nawet niewielkie firmy mogą korzystać z rozwiązań umożliwiających monitoring pojazdów, kontrolę otwarcia naczepy czy geofencing.

Jeżeli miałabym podsumować te trzy działania jednym zdaniem, powiedziałabym: weryfikuj, szkol i monitoruj.

Najważniejsze jest jednak to, aby nie czekać na pierwszy incydent. Skuteczne bezpieczeństwo polega na zapobieganiu zdarzeniom, a nie wyłącznie na reagowaniu na ich skutki.

Bezpieczeństwo transportu coraz rzadziej sprowadza się wyłącznie do zamków, plandek i monitoringu. Jak pokazuje praktyka oraz doświadczenia ekspertów TAPA, równie ważne stają się procedury, weryfikacja kontrahentów i świadomość pracowników. Bo dziś o powodzeniu całej operacji często decydują nie spektakularne błędy, lecz te małe, powtarzane każdego dnia.

źródło: www.etransport.pl