05.11.2026
Zauważalne jest odbicie w transporcie drogowym, jednak firmy nie są pewne czy jest to trwałe zjawisko i wskazują na niepokojące dane makroekonomiczne. Na targach logistycznych Translogistyka które odbywają się w Warszawie jest niewielu przewoźników samochodowych. Wytłumaczenie jest banalne: wszyscy są zajęci pracą. – Widać sygnały dające nadzieję na poprawę koniunktury, ale to raczej stopniowe ożywienie niż wyraźne przyspieszenie europejskiego przemysłu. Trwałego impulsu szukałbym w inwestycjach zwiększających produktywność oraz w poprawie warunków prowadzenia działalności w Europie – zwłaszcza przewidywalności kosztów energii i otoczenia regulacyjnego. Dlatego warto odróżniać krótkoterminowe ożywienie od rzeczywistej poprawy kondycji przedsiębiorstw – zaznacza dyrektor generalny Raben Logistics Polska Wojciech Szafran. Na niepewną trwałość ożywienia zwraca uwagę także chief growth offcer w sennder Arkadiusz Glinka. – Jest więcej zleceń, ale ten wzrost jest pochodną pojawienie się chwilowych projektów (dotyczących dóbr szybkozbywalnych) z początku świątecznego szczytu, a nie rosnących kontraktów. Te impulsy nie przekładają się w strukturalny wzrost rynku – przekonuje Glinka. Poprawę koniunktury dostrzegają również firmy średniej wielkości.
– Nasze tegoroczne obroty powiększyły się o blisko 30 proc. pomimo słabych sygnałów z gospodarki niemieckiej. Marnie wypada motoryzacja, która zmniejsza liczbę zleceń. Jednak konsumpcja nie spada, pomimo niepokojących sygnałów z gospodarki. Gdybyśmy mieli więcej kierowców, nasze obroty byłyby może nawet jeszcze o jedną trzecią większe – przypuszcza prezes Galan Logistics Konrad Gałan.
Dalsza częśc artykułu na stronie www.logistyka.rp.pl