Półtoratygodniowy protest kierowców: agencja nie wypłacała wynagrodzeń

27.10.2026

Z branży docierają kolejne informacje o parkingowym proteście, który został zorganizowany przez pozaunijnych kierowców ciężarówek. Tym razem sprawa ma szczególny charakter, gdyż w roli głównej nie występują oskarżenia bezpośrednio wobec przewoźnika, lecz wobec agencji pracy.

W ramach akcji grupa ponad 20 ciężarówek zatrzymała się na parkingu przy ulicy Columbusweg w holenderskim mieście Venlo, w pobliżu autostrady A67. Ich kierowcy ogłosili protest i odmówili wykonywania jakichkolwiek czynności służbowych do czasu uzyskania zaległych wynagrodzeń. Te ostatnie mieli otrzymać za pracę dla polskiego przewoźnika, choć ich bezpośrednim pracodawcą nie była firma transportowa, a agencja pracy. Mowa tutaj o agencji o nazwie Super Job, działającej w Polsce, ale prowadzonej przez przedsiębiorców o podobnym pochodzeniu jak sami kierowcy. To właśnie ten podmiot rozliczał się z kierowcami i wobec niego wysuwane były roszczenia.

Protestujący kierowcy dowodzili, że już od dłuższego czasu swoich wynagrodzeń nie otrzymali. O jakie chodziło kwoty, tego w mediach nie podano, ale zaległości miały być wystarczające, by postawić kierowców w trudnej sytuacji finansowej. Jednocześnie okazało się, że problem nie leży po stronie firmy transportowej, gdyż ta broniła się uregulowaniem rachunków wobec agencji. Mimo to przewoźnik też znalazł się w mocno problematycznej sytuacji, jako że protest nieprzypadkowo ulokowano w Holandii, przenosząc go tam po pierwszej próbie protestowania na terenie Niemiec. Holenderskie sądy znane są ze stosowania tak zwanego „prawa retencji”, które pozwoliłoby kierowcom zatrzymać pojazdy do czasu zakończenia ewentualnego sporu, a holenderski związek zawodowy FNV słynie ze skutecznego wspierania kierowców w takich sprawach.

Jak poinformował dzisiaj holenderski portal „Nieuwsblad Transport” powołując się na wspomniane FNV, protest trwał przez półtora tygodnia i zakończył się zawarciem porozumienia między kierowcami a firmą transportową. W ramach tej ugody przewoźnik wypłacił każdemu z kierowców po 100 euro netto za każdą dobę spędzoną w kabinie. Teraz firma chciałaby odzyskać te środki od agencji pracy, która okazała się ewidentnym centrum problemu. Problem jednak w tym, że wszelkie próby nawiązywania kontaktu z agencją mają kończyć się na niczym.

W ramach wyjaśnienia dodam, że wspomniane „prawo retencji” opiera się na tym, że sytuacjach spornych przedmiot zatrzymania zawsze zwracać temu podmiotowi, przy którym dokonano konfiskaty. Gdyby więc spór skończył się w holenderskim sądzie i holenderskie służby przejęłyby ciężarówki od kierowców, do czasu rozwiązania sporu sąd mógłby przyznać prawo do kontroli nad ciężarówkami właśnie kierowcom. Szerzej wyjaśniałem to w tym artykule: Konfiskata ciągnika po proteście na parkingu – zwrot do kierowcy, a nie przewoźnika. Jeśli natomiast chodzi o zatrudnianie kierowców z „krajów trzecich” przez agencje, to mamy tutaj do czynienia ze zjawiskiem coraz częściej występującym w polskiej branży transportowej. Wygląda to tak, że agencja pobiera od przewoźnika stałe opłaty, a jednocześnie bierze na siebie większość odpowiedzialności związanej z dosłownie dostarczeniem kierowców. Mowa tutaj nie tylko o sprawach formalnych, ale też na przykład o organizowaniu zastępstw dla pracowników chwilowo niedysponowanych. Stąd też system, w którym firma transportowa płaci agencji, a następnie to agencja rozlicza się z kierowcami.

źródło: www40ton.net