15.04.2026
Na rynku, a którym coraz trudniej o kierowców, firmy transportowe szukają już nie tylko sposobów na rekrutację, ale też na ograniczanie kosztów i zatrzymanie pracowników. Coraz częściej okazuje się, że znaczenie ma nie tylko poziom wynagrodzeń, lecz także strategia flotowa i stopień ujednolicenia ciężarówek wykorzystywanych w codziennej pracy.
Europejski rynek transportowy coraz mocniej odczuwa skutki niedoboru kierowców, a problem w najbliższych latach może się jeszcze pogłębić. Z danych IRU wynika, że na kontynencie pozostaje obecnie 426 tys. nieobsadzonych stanowisk dla kierowców ciężarówek, czyli ponad dwa razy więcej niż dwa lata temu. Jeśli branża nie rozwiąże problemów strukturalnych, do 2028 roku liczba wakatów może przekroczyć 745 tys. Dodatkowo sytuację komplikuje struktura wiekowa zatrudnionych. Co trzeci kierowca w Europie ma więcej niż 55 lat, a blisko jedna piąta obecnej kadry w ciągu kilku najbliższych lat przejdzie na emeryturę. Jednocześnie udział młodych kierowców pozostaje bardzo niski - osoby poniżej 25. roku życia stanowią zaledwie 6,5 proc. ogółu, a w Niemczech i we Włoszech wskaźnik ten spada do około 2 proc. Najbardziej widoczną odpowiedzią rynku na kryzys kadrowy było podnoszenie wynagrodzeń. Płace kierowców w Unii Europejskiej rosną obecnie średnio o 4–5 proc. rok do roku. Taki ruch może pomagać w rekrutacji, ale nie rozwiązuje problemu efektywności pracy po zatrudnieniu kierowcy. Coraz wyraźniej widać bowiem, że przewaga konkurencyjna firm transportowych zależy już nie tylko od poziomu stawek, lecz także od tego, jak zorganizowana jest sama flota i codzienna operacja.
Jednym z kosztów, które często umykają w analizach, jest brak spójności operacyjnej wynikający ze zróżnicowanej floty. W wielu przedsiębiorstwach kierowcy są rotacyjnie przydzielani do różnych typów ciężarówek, co z pozoru może wydawać się neutralne, ale w praktyce generuje nieefektywność. Inaczej zachowuje się każdy pojazd, inne są elementy sterujące, interfejsy cyfrowe, charakterystyka hamowania czy działanie systemów wspomagających. To sprawia, że kierowca, który dobrze zna jeden model, po przesiadce do innego musi ponownie dostosowywać styl jazdy i nawyki, a to zwiększa ryzyko drobnych błędów, wpływa na zużycie paliwa i utrudnia pełne wykorzystanie efektów szkolenia z jazdy ekonomicznej.
Jak wskazuje Žilvinas Perednis, kierownik ds. rozwoju szkoleń w Girteka Training, kierowca przyzwyczajony do jednego modelu ciężarówki zna jego zachowanie i systemy niemal intuicyjnie. Gdy jednak trafia raz do jednego pojazdu, a potem do kolejnego o innej specyfikacji, sama jazda staje się bardziej wymagająca. W efekcie rośnie prawdopodobieństwo drobnych pomyłek, a wraz z nim także zużycie paliwa. Problem nie kończy się więc na teorii, lecz przekłada się na realne różnice w kosztach eksploatacji, liczbę drobnych szkód i straty, które przez długi czas pozostają słabo widoczne, choć kumulują się w całej flocie miesiącami i latami. Coraz większego znaczenia nabiera więc standaryzacja floty. Jak zauważa Algirdas Radauskas, kierownik sprzedaży na Litwę w firmie ClassTrucks, dla części nabywców jednolita flota staje się już samodzielnym kryterium zakupu. Jeszcze kilka lat temu firmy transportowe, kupując po kilka lub kilkanaście ciężarówek, skupiały się głównie na tym, co było dostępne w odpowiedniej cenie. Dziś coraz częściej chcą tego samego modelu, z tego samego rocznika i o tej samej specyfikacji. Powód jest prosty - przedsiębiorcy nie chcą ponosić kosztów ponownego szkolenia za każdym razem, gdy do floty trafia kolejny pojazd różniący się od pozostałych.
Eksperci zwracają jednak uwagę, że sama marka nie oznacza jeszcze realnej standaryzacji. Flota złożona z ciężarówek jednego producenta może w praktyce pozostawać niespójna, jeśli pojazdy różnią się wiekiem, przebiegiem, oprogramowaniem, układem kokpitu czy systemami wsparcia kierowcy. Równie ważna pozostaje historia serwisowa. Pojazdy bez jasnej dokumentacji lub z nierówną jakością obsługi technicznej mogą zachowywać się w mniej przewidywalny sposób i niwelować korzyści, jakie teoretycznie daje eksploatacja jednej marki. Dlatego prawdziwa standaryzacja oznacza nie tylko ten sam znaczek na grillu, ale także porównywalny wiek pojazdów, zbliżony przebieg, dopasowane specyfikacje oraz zweryfikowaną historię obsługi. To również tłumaczy, dlaczego zakup tego samego modelu od wielu różnych sprzedawców nie zawsze daje równie dobre rezultaty jak większy zakup od jednego dostawcy. W praktyce takie pojazdy mogą różnić się poziomem wyposażenia, stopniem zużycia i jakością dokumentacji serwisowej. W rezultacie firma tylko pozornie buduje flotę jednolitą, podczas gdy w codziennej eksploatacji nadal mierzy się z rozproszeniem standardów.
W warunkach ostrego niedoboru kierowców problem ten zaczyna mieć nie tylko wymiar techniczny, ale także kadrowy. Im bardziej złożona flota, tym trudniejsze wdrażanie nowych kierowców, niższa powtarzalność wyników i większe ryzyko frustracji po stronie pracowników. Z kolei spójna flota ułatwia onboarding, pozwala precyzyjniej ustalać i monitorować wskaźniki wydajności, a także sprzyja zatrzymaniu kierowców w firmie. Znajomość środowiska pracy przekłada się bowiem nie tylko na efektywność, ale z czasem również na większy komfort i satysfakcję z wykonywanej pracy. Co ważne, osiągnięcie takiej spójności nie musi oznaczać zakupu wyłącznie nowych ciężarówek. Jak podkreślają autorzy analizy, podobny efekt operacyjny mogą zapewnić także młode pojazdy używane, o dopasowanej specyfikacji i udokumentowanej historii serwisowej. Przy niższych nakładach kapitałowych pozwalają one budować bardziej przewidywalne środowisko pracy i ograniczać część kosztów, które do tej pory były rozproszone i trudne do uchwycenia na pojedynczej fakturze. W praktyce oznacza to, że decyzje zakupowe w transporcie coraz rzadziej mogą być oparte wyłącznie na cenie. Na rynku, na którym brakuje setek tysięcy kierowców, wybór ciężarówek i dostawców ma już bezpośredni wpływ na koszty operacyjne, skuteczność szkoleń, poziom zużycia paliwa i zdolność firmy do utrzymania pracowników. Coraz wyraźniej widać więc, że strategia flotowa przestaje być jedynie kwestią techniczną czy finansową, a staje się jednym z narzędzi walki o stabilność operacyjną i kadrową.
źródło: www.etransport.pl