10.04.2026
Z Niemiec docierają informacje o branżowej upadłości, przy której wymienia się jedno z najsłynniejszych nazwisk w historii transportu. Mowa o przedsiębiorstwie ze słynnej grupy Willego Betza, niegdyś stanowiącej nieodłączny krajobraz dróg w znacznej części Europy.
7 kwietnia 2026 roku, w Sądzie Rejonowym w Tübingen na południowym zachodzie Niemiec, swój wniosek o upadłość złożyła spółka Betz International. Przedsiębiorstwo to doszło do finansowej niewypłacalności, tłumacząc to wyjątkowo trudną sytuacją na rynku transportowym. Miały się do tego przyczynić podwyżki cen paliw z ostatnich tygodni, kryzys utrzymujący się w niemieckiej gospodarce, a także bardzo ostra konkurencja wśród przewoźników, prowadząca do drastycznego obniżenia marży.
W momencie składania wniosku firma miała zatrudniać około 140 pracowników. Jeśli dla firmy nie znajdzie się inwestor lub też nie przetrwa ona w wyniku wewnętrznej transformacji, wszystkie te osoby mogą stracić pracę. Tutaj też dodam, że ta liczba pracowników i tak jest mocno okrojona, gdyż Betz International ma za sobą już liczne restrukturyzacje. Ostatnia z nich miała miejsce w 2010 roku i dotknęła 160 pracowników, w tym zarówno kierowców, jak i załogi biur.
Betz International to spółka założona w 1979. Firma zajmowała się transportem międzynarodowym i posiadała własną flotę ciężarówek. Trzeba też podkreślić, że Betz International stanowiło tylko część Willi Betz-Gruppe, całej grupy przedsiębiorstw z szeroko rozumianej branży logistycznej. Ta grupa wciąż istnieje, nie złożyła wniosku o upadłość i będzie kontynuowała swoją działalność, ale najprawdopodobniej już bez udziału Betz International. Nie zmienia to jednak faktu, że upadłość nawet części tego giganta, mającego wprost olbrzymie doświadczenie w branży, jest bardzo symbolicznym wydarzeniem.Na koniec, dla zainteresowanych, porcja historii. Ta rozpoczęła się tutaj w 1945 roku, a więc tuż po zakończeniu II Wojny Światowej. 17-letni Willi Betz, pochodzący z Reutlingen na południowym zachodzie Niemiec, postanowił wówczas założyć własną działalność transportową, przewidując, że w obliczu powojennej odbudowy usługi tego typu będą cieszyły się olbrzymim zapotrzebowaniem. Początkowo bazował na używanych, wojskowych ciężarówkach z demobilu, ale szybko mógł przerzucić się na pojazdy zupełnie nowe. W latach 50-tych oraz 60-tych firma przeżyła bowiem wyjątkowy rozkwit, wynikający między innymi z tego, że Willi Betz bardzo szybko wszedł w transport międzynarodowy, a nawet międzykontynentalny. Przede wszystkim był on jednym z pionierów przewozów z Europy do Azji, już w 1967 roku wysyłając swój pierwszy zestaw drogą lądową do Pakistanu. Poza tym Betz doskonale przewidział, że przyszłość europejskiego transportu drzemie na wschodzie kontynentu, a nie jego zachodzie. Dlatego już w latach 60-tych, a więc w okresie „żelaznej kurtyny”, zawiązał porozumienie z bułgarskim przedsiębiorstwem państwowym SOMAT. Bułgarski partner obsługiwał znaczną część międzynarodowych oraz międzykontynentalnych zleceń Betza, samemu błyskawicznie się przy tym rozwijając. Do 1969 roku we flocie SOMAT-u jeździło już 1250 ciężarówek, a pod koniec lat 70-tych szacowano, że każdego dnia około 200 zestawów z tej firmy przekracza granicę Iraku lub Iranu. Ba, w pewnym momencie SOMAT pozyskał nawet własne promy morskie, a w 1989 roku, gdy „żelazna kurtyna” opadała, przedsiębiorstwo miało 10 tys. pracowników. Wszystko to skutkowało olbrzymim rozwojem także u Willego Betza, a gdy tylko w Bułgarii nadszedł proces wielkiej prywatyzacji, niemiecki przedsiębiorca szczególnie na tym skorzystał. W 1994 roku udało mu się bowiem odkupić od bułgarskiego państwa 55 procent udziałów w firmie, a trzy lata później uzyskał kolejne 38 procent, de facto przejmując władzę nad tym przedsiębiorstwem. Od tamtego czasu oznaczenia „Willi Betz” bardzo często łączyły się z bułgarskimi rejestracjami, będąc regularnym widokiem na drogach całej Europy, a także w wielu zakątkach Azji.Czarne chmury zaczęły zbierać się nad firmą na początku XXI wieku. Przedsiębiorstwo znalazło się wówczas w centrum wielkiej afery, która zakończyła się wręcz pięcioletnim wyrokiem więzienia dla Thomasa Betza, syna założyciela niemieckiej firmy, zajmującego wówczas kluczową pozycję w zarządzie. Samą firmę również dotkliwie ukarano, nakładając na nią wielomilionowe grzywny, a także zarządzając potrącenie zarobku z minionych lat. Wszystko to odbyło się między innymi pod zarzutami masowego wypłacania łapówek, by pozyskiwać w ten sposób zezwolenia transportowe z krajów europejskich oraz azjatyckich, a także wizy dla kierowców. Materiał dowodowy obejmował aż 2900 pozyskanych w ten sposób zezwoleń i około 1000 wiz. Ponadto firmie zarzucono nielegalne zatrudnianie kierowców spoza Unii Europejskiej do pracy na unijnych drogach, bez uiszczania należnych składek socjalnych. Również ten proceder miał mieć masowy charakter, trwając w latach 1999-2002 i dotycząc kierowców z Bułgarii, która nie była jeszcze wówczas krajem unijnym. Swoją drogą, była to jedna z pierwszych głośnych spraw tego typu w Europie i tak naprawdę stanowiła ona dopiero zapowiedź mechanizmów, które pojawiły się w unijnym transporcie po 2004 oraz 2007 roku, w wyniku rozszerzenia Unii Europejskiej. Można więc powiedzieć, że niemiecki gigant znowu okazał się branżowym prekursorem, tym razem w negatywnym tego słowa znaczeniu. Wracając natomiast do samej sytuacji w firmie, kolejnych problemów dostarczył wielki kryzys gospodarczy z lat 2007-2008, a także wspomniane rozszerzenia Unii, które znacznie zaostrzyły konkurencję na rynku. Wówczas na europejskie drogi wyjechały między innymi tysiące małych przewoźników z Bułgarii, niezwiązanych z Betzem oraz SOMAT-em. W omawianym przedsiębiorstwie nadszedł więc czas kolejnych restrukturyzacji oraz wielkiego ograniczania własnej floty. I tak oto dochodzimy do czasów współczesnych, gdy żółto-niebieskie zestawy są już na drogach wielką rzadkością, a firma Betz International właśnie złożyła wniosek o upadłość.
źródło: www.40ton.net