13.04.2026
Irlandczycy okazali się tym europejskim narodem, który najbardziej zdecydowanie wystąpił przeciwko rosnącym cenom paliw. Od czterech dni na „zielonej wyspie” trwają olbrzymie protesty, zorganizowane wspólnymi siłami przewoźników drogowych oraz rolników.
W wyniku konfliktu na Bliskim Wschodzie, irlandzkie ceny oleju napędowego przekroczyły równowartość 9 złotych za litr. Sporo mówi się tam też o cenach oleju opałowego dla domów, które znalazły się na najwyższym poziomie od trzydziestu lat. Dlatego dwie grupy zawodowe szczególnie dotknięte tym problemem – przewoźnicy drogowi oraz rolnicy – rozpoczęli wielką akcję protestacyjną, domagając się dalszego obniżenia podatków od paliw. Blokady objęły jedyną w kraju rafinerię paliwową, istotne węzły na autostradach, a także ulice największych miast, w tym przede wszystkim Dublina.
Dzisiaj, po czterech dniach akcji, lokalne media donoszą o całkowitym braku paliw na co najmniej 100 irlandzkich stacjach. Co więcej, szacuje się, że jeszcze dzisiaj zapasy mogą ulec wyczerpaniu w kolejnych 150 miejscach. Z Dublina docierają informacje o zatrzymaniu ponad połowy autobusów miejskich, a z zachodniej części kraju dotarły informacje o kryzysowo niskim zaopatrzeniu stacji pogotowia ratunkowego. Dlatego załogi karetek otrzymały polecenie jeżdżenia tylko w trybie uprzywilejowanym, by ograniczyć zatrzymywanie i rozpędzanie pojazdów, oszczędzając w ten sposób paliwo. Bardzo symboliczne obrazki dotarły też z okolic dublińskiego lotniska, gdzie w wyniku blokady autostrady podróżni musieli pieszo maszerować po poboczu, ciągnąc za sobą walizki.
Pomimo tak rozległych akcji, rząd nie chce ustąpić. Przedstawiciele władz przypominają, że podatki paliwowe zostały obniżone już w ubiegłym miesiącu. Dalszych obniżek rząd wprowadzać nie chce, gdyż miałoby to być zbyt kosztowne. Protestującym zarzuca się też zbyt dotkliwe oraz chaotyczne działania, twierdząc, że przybrało to formę szantażowania władz oraz społeczeństwa. Jak stwierdził premier Micheál Martin, w rozmowie z radiem „RTÉ”, rząd nie może sobie pozwolić na uginanie się pod presją kilku blokad złożonych z ciężarówek. Dlatego też coraz więcej mówi się o prawdopodobnej interwencji wojska, w której mogłyby wziąć udział oddziały wyposażone w holowniki ratownictwa technicznego, zdolne do usuwania ciężarówek i ciągników rolniczych z dróg. Wprowadzono też specjalne, policyjne konwoje, w ramach których poruszają się ciężarówki z najbardziej krytycznym zaopatrzeniem.
Według danych z minionej środy, 8 kwietnia 2026 roku, średnia cena oleju napędowego w Republice Irlandii wynosiła 9,22 złotego za litr. To o około 30 groszy więcej niż w sąsiedniej Wielkiej Brytanii i o około 1,5 złotego więcej niż w Polsce (pamiętajmy jednak, że u nas ceny zostały zbite o około złotówkę przez obniżenie podatku VAT, czego przewoźnicy drogowi niestety nie odczuli). Z drugiej strony, irlandzkie paliwo wciąż nie podrożało aż tak bardzo, jak na przykład w Niemczech lub w Holandii. Niemcy przekroczyli już bowiem równowartość 10 złotych za litr, natomiast Holendrzy zbliżają się do 12 złotych.
Na koniec przypomnę, że historia zna już przypadki interwencji wojska podczas protestów przewoźników. W 1974 roku Holandia wysłała wozy pancerne do przewoźników protestujących przeciwko wprowadzeniu tachografów. Szybko przerwało to protesty, jeszcze zanim wojsko zdążyło aktywnie wkroczyć do akcji (artykuł tutaj: Odszedł jeden z ojców stosowania tachografów – historia protestów z 1974 roku). W 1992 roku na wojskową interwencję zdecydowała się natomiast Francja, w obliczu protestu przewoźników przeciwko wprowadzeniu systemu punktów karnych dla kierowców. Wozy pancerne wyjechały do protestujących po dziesięciu dniach blokowania autostrad i faktycznie doszło wówczas do sytuacji, w której wojskowe pojazdy ratownictwa technicznego ściągały ciężarówki z dróg.
źródło: www.40ton.net