Wojna na Bliskim Wschodzie: cios w polską branżę TSL

02.03.2026

Trwające od 28 lutego działania wojenne na Bliskim Wschodzie wywołały niepokój w polskiej gospodarce. Eksperci ostrzegają przed gwałtownym wzrostem kosztów paliw i destabilizacją łańcuchów dostaw, co uderza bezpośrednio w rentowność sektora transportu, spedycji i logistyki.

Działania wojenne na Bliskim Wschodzie, które trwają od 28 lutego, gdy Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały cele w Iranie, postawiły polską branżę transportowo-logistyczną w stan najwyższej gotowości. Choć konflikt toczy się tysiące kilometrów od polskich granic, jego skutki gospodarcze są natychmiastowe i dotkliwe. Eksperci wskazują na konkretne zagrożenia: od przerwanych łańcuchów dostaw po drastyczne wzrosty cen paliw, które mogą „wypłukać” zyski nawet najstabilniejszych przedsiębiorstw.

Polska na energetycznym froncie

Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, podkreśla, że Polska jest bezpośrednio wystawiona na skutki tego konfliktu ze względu na strukturę importu surowców energetycznych. Jak zaznacza: „Polska sprowadza LNG z Kataru, bliski wschód jest także źródłem dostaw ropy dla polskich producentów. Przed nami więc kolejny czas dużej niestabilności w sektorze TSL i w globalnej logistyce. Jeżeli ceny ropy i gazu wzrosną to demokratycznie negatywne konsekwencje gospodarcze dotykać będą wszystkich firm, bo ceny paliw są odczuwalne zarówno dla gigantów jak i dla firm sektora MŚP”.

Ekspertka dodaje, że kluczowe dla polskiej gospodarki będą najbliższe dni, które pokażą skalę realnych zakłóceń. –Na pewno kluczowe będą najbliższe dni, które po czasie niepewności pokażą nam czy konflikt wojenny będzie przekładać się na podwyżkę cen ropy i LNG, a także na utrzymanie lub zrywanie łańcucha dostaw – uważa Hanna Mojsiuk.

„Rakieta i piórko” uderza w przewoźników

Sytuacja w Iranie oraz zablokowanie przez Iran Cieśniny Ormuz (przez którą przepływa ok. 20% światowego handlu ropą) tworzy tzw. premię geopolityczną. Wojciech Miklaszewski z firmy Finea, specjalizującej się w finansowaniu branży TSL, zwraca uwagę na specyficzny mechanizm cenowy, który uderza w polskich przedsiębiorców:

– Niepewność na światowych rynkach to poważny czynnik ryzyka dla polskich firm transportowych. Niestety realia są takie, że spadki cen ropy do Polski docierają z opóźnieniem, za to wzrosty przenoszą się na ceny paliw szybciej. Na globalnych rynkach jest na to nawet specjalne określenie, nazywane strategią „rockets and feathers” (rakiety i piórka). Chodzi o to, że ceny paliw „wystrzeliwują jak rakieta”, gdy ropa drożeje, ale „opadają jak piórko”, gdy tanieje – tłumaczy Miklaszewski.

Realny koszt konfliktu

Dla wielu firm transportowych, które operują na minimalnych marżach, wzrost cen diesla o kilkanaście procent może oznaczać walkę o przetrwanie. Wojciech Miklaszewski obrazuje to na konkretnych liczbach.

– Wzrost kosztów oleju napędowego np. o 15 procent to dodatkowe wydatki rzędu 15 – 20 tysięcy złotych miesięcznie w małej firmie z flotą pięciu pojazdów. W średniej firmie z dziesięcioma pojazdami wzrost przekroczy 30 tysięcy złotych – to ponad 5 000 litrów paliwa, które mogą „wyparować” z baku każdego miesiąca. Dla przewoźników jeżdżących na niskich marżach oznacza to realny wzrost kosztów działalności i spadek rentowności – tłumaczy przedstawiciel Finea.

Przyszłość pełna niepewności

Choć rok 2026 miał być okresem stabilizacji, nowa wojna przekreśla te nadzieje. Hanna Mojsiuk zauważa, że geopolityka pozostaje „rozhuśtana”, co oddala nas od upragnionego spokoju. Pocieszeniem może być jedynie fakt, że polscy przedsiębiorcy, zahartowani przez pandemię i wojnę w Ukrainie, wykazują się dziś znacznie większą odpornością.

Zarówno Mojsiuk, jak i Miklaszewski są zgodni: w obliczu trwającego od 28 lutego konfliktu, firmy muszą zachować płynność finansową i elastyczność, by móc błyskawicznie reagować na zmiany na globalnych rynkach.

źródło: www.portaltsl.pl