Wydajemy miliardy, a ruch znika. Kontrowersje wokół nowych ekspresówek

27.04.2026

Polska inwestuje miliardy w drogi ekspresowe, ale najnowsze dane pokazują, że nie wszędzie mają one sens. Ruch rośnie głównie wokół dużych miast, podczas gdy w wielu regionach nowe trasy świecą pustkami. Eksperci ostrzegają, że skala inwestycji może być przesadzona, a tańsze rozwiązania byłyby bardziej racjonalne.

  • Ruch drogowy rośnie głównie w aglomeracjach, a poza nimi często jest zbyt niski dla ekspresówek.
  • Na niektórych planowanych trasach natężenie jest kilkukrotnie poniżej opłacalnego poziomu.
  • Eksperci wskazują, że tańsze drogi i lepsze planowanie mogą być skuteczniejsze niż kosztowne inwestycje.
  • Wydajemy miliardy, a ruch znika. Kontrowersje wokół nowych ekspresówek

Jak wynika z Generalnego Pomiaru Ruchu 2025, liczba samochodów na drogach krajowych wzrosła o 10 proc. - informuje Dziennik Gazeta Prawna. Największe obciążenia widać jednak wokół metropolii. W Warszawie ruch na trasie S8 zbliża się do 200 tys. pojazdów na dobę, a na obwodnicy S2 do 160 tys. Jednocześnie liczba aut wjeżdżających codziennie do stolicy sięga już 850 tys. i w ciągu dekady wzrosła aż o 75 proc.

Eksperci nie mają wątpliwości, że rozbudowa ekspresówek dodatkowo napędza ten trend.

- Autostrady i ekspresówki pompują duże miasta ruchem drogowym - wskazuje prof. Michał Wolański, cytowany przez Dziennik Gazeta Prawna.

W praktyce oznacza to większe korki i utrudnienia dla transportu towarowego.

Budujemy za dużo dróg? W wielu miejscach prawie nikt nimi nie jeździ

Jednocześnie w wielu miejscach budowa nowych tras nie ma ekonomicznego sensu. Aby droga ekspresowa była uzasadniona, ruch powinien wynosić co najmniej 15 tys. pojazdów na dobę. Tymczasem na odcinkach planowanej Via Carpatia to zaledwie 3-5 tys. aut. Mimo to inwestycje są forsowane - często z powodów politycznych lub prestiżowych.

Zdaniem ekspertów problem tkwi w skali projektów.

- Snucie marzeń o kolejnych eskach powinno być mocno limitowane - podkreśla prof. Wolański w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną.

Tańsze rozwiązania, jak drogi 2+1, mogłyby zapewnić płynność ruchu bez ogromnych kosztów.

Przykłady z ostatnich lat pokazują też, że nowe trasy potrafią "wysysać" ruch z istniejących dróg. Po budowie Via Baltica natężenie na starej "ósemce" spadło nawet o 40 proc. Mimo to pojawiają się kolejne pomysły na ekspresówki w tych samych regionach.W efekcie Polska stoi dziś przed wyborem: kontynuować kosztowną rozbudowę sieci dróg szybkiego ruchu czy postawić na bardziej racjonalne planowanie infrastruktury. Dane sugerują jednoznacznie – nie wszędzie więcej znaczy lepiej.

źródło: www.wnp.pl