13.08.2026
Branża TSL radzi sobie coraz lepiej, ale na trwałe ożywienie jeszcze za wcześnie. Mimo że ilość zleceń rośnie, problemów nie brakuje. Na ich długiej liście komplikacji znajdują się m.in. brak kierowców oraz jasnej polityki transportowej, wysokie koszty paliw, kwestie geopolityczne ze szczególnym uwzględnieniem wojny w Ukrainie i na Bliskim Wchodzie, czy biurokratyczne obciążenia.
Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w transporcie i gospodarce magazynowej w lipcu br. pozostał nieznacznie niekorzystny. Wzrósł miesiąc do miesiąca z -0,6 do -0,2 pkt. Zgodnie z danymi poprawę widać nieprzerwanie od kwietnia, kiedy wspomniany wskaźnik wyniósł -5,6.
GUS podał, że biorąc pod uwagę transport i gospodarkę magazynową, diagnozy ogólnej sytuacji gospodarczej przedsiębiorstw są bardziej korzystne niż w czerwcu br., pesymistyczne pozostają natomiast przewidywania w tym zakresie.
– Opinie dotyczące poszczególnych obszarów są zbliżone do formułowanych przed miesiącem. Utrzymały się nieznacznie pozytywne oceny bieżącego popytu. Nieznacznie negatywnie postrzegana jest bieżąca sprzedaż (wobec neutralnych ocen przed miesiącem). Niekorzystne pozostały opinie na temat obecnej sytuacji finansowej przedsiębiorstw. Utrzymały się niekorzystne przewidywania dotyczące tych obszarów. Dyrektorzy przedsiębiorstw przewidują ograniczenie zatrudnienia oraz wzrost cen – wylicza Główny Urząd Statystyczny.
Jak podano, za najbardziej uciążliwą barierę w prowadzeniu bieżącej działalności w transporcie i gospodarce magazynowej przedsiębiorcy nadal uznają koszty zatrudnienia. Wśród znacznych utrudnień wymieniana jest również m.in. niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej, którą jednak przedsiębiorcy wskazują rzadziej niż w czerwcu br. Spadło też znaczenie m.in. niedostatecznego popytu oraz niejasnych, niespójnych i niestabilnych przepisów prawnych. Bardziej dotkliwe niż przed miesiącem są m.in. utrudnienia wynikające z kosztów zatrudnienia oraz niedoboru wykwalifikowanych pracowników.
Mamy więc do czynienia z czarno-białym obrazem sytuacji. A co z trwałym ożywnieniem w branży? Kiedy można się go spodziewać?
– Faktycznie dochodzące z rynku sygnały świadczyć mogą o zmianie trendów. Niemniej nie są one na tyle jednoznaczne, aby pokusić się o sformułowanie odważnej tezy o poprawie koniunktury. Wciąż bardzo poważnym wyzwaniem są zbyt niskie, w stosunku do kosztów, stawki. Dlatego też nawet te firmy logistyczno-transportowe, które raportują wzrost przychodów, nie mogą się niestety pochwalić proporcjonalnym zwiększeniem zysków – tłumaczy Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”.
Jak dodaje, nie wolno zapominać o strukturalnej barierze, jaką jest brak kierowców. Ta natomiast wynika, według Macieja Wrońskiego, nie tylko ze zmian o charakterze demograficznym, ale też z zaostrzonej przez polski rząd polityki migracyjnej.
– Ta ostatnia uderza nie tylko w możliwości rekrutacji pracowników zagranicą, ale także uniemożliwia zatrzymanie w polskich firmach kierowców, którzy pracują w nich już od kilku lat. Stąd nastroje są raczej gorsze niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – wyjaśnia szef TiLP.
Natomiast Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych, zwraca uwagę na punkt odniesienia.
– Dane GUS potwierdzają to, że branża TSL radzi sobie coraz lepiej. Pamiętać jednak trzeba, że są to dane, które jako bazę przyjmują bardzo trudny poprzedni rok, w którym całą branżą targały głębokie spadki. Pomimo wzrostów przewozów w pierwszym kwartale 2026 wskaźniki koniunktury, choć wyższe od poprzednich, nadal pozostają poniżej poziomu neutralnego, co oznacza bardzo zachowawcze podejście firm do inwestycji – wskazuje.
Jak tłumaczy, branża przez cały czas pozostaje pod silnym wpływem trudnych do okiełznania kosztów paliwa i ubezpieczeń społecznych, braku rodzimych kadr oraz niezrozumiałych dla przewoźników rozwiązań związanych z zatrudnianiem cudzoziemców.
– Dodatkowo brak jasnej polityki transportowej państwa nie ułatwia podejmowania decyzji inwestycyjnych w tej bardzo ważnej dla gospodarki gałęzi. Przewoźnicy pozostawieni wcześniej sami sobie w pokonywaniu bieżących problemów nie są jeszcze skorzy do większych ruchów inwestycyjnych i ograniczają się tylko do niezbędnych ze względu na stan techniczny floty ruchów – ocenia.
I przekonuje, że duży wpływ na przyszłe decyzje inwestycyjne będą miały działania rządu dotyczące zgłaszanych przez całą branżę problemów.– Głównie myślę o braku kierowców, zmianach zasad uzyskiwania dokumentów pobytowych przez cudzoziemców, ustabilizowaniu cen paliw oraz planowanych podwyżkach opłat drogowych – podsumowuje.
Jedynie lekką poprawę widzi także Laura Hołowacz, prezes zarządu Grupy CSL.
– Transport delikatnie odbija się, co jest widoczne w ilości zleceń i zapytań – nie mniej, klienci często mocno negocjują stawki, a w mocno turbulentnych czasach operatorzy logistyczni chcą się zabezpieczyć wyższymi marżami na wypadek np. wzrostu cen paliw czy bardziej skomplikowanych łańcuchów dostaw wynikających np. z kontroli granicznych czy sytuacji geopolitycznej. Wzrosty w sektorze TSL więc są, ale jest też dużo niepokojów i znaków zapytania, które oddalają nas od beztroskiego planowania przyszłości i myślenia o gospodarczym rozwoju – komentuje.
Jak mówi, sektor TSL liczy na większą ilość zleceń wynikających np. z rozbudowy polskich systemów obronności.
– Mamy także więcej zleceń komercyjnych od firm zagranicznych, które obierają Polskę za centrum magazynowe. Rośnie też eksport, na czym korzysta transport. Więcej jest także zleceń wynikających z profesjonalnej obsługi polskich agencji celnych względem np. agencji celnych z innych krajów – wylicza Laura Hołowacz.
– Wielu firmom spedycyjnym i logistycznym, obsługującym szczególnie fracht morski i lotniczy, udało się poprawić sprzedaż i wyniki po trudnym dla wielu z nich zeszłym roku. Pomimo tego panuje niepokój spowodowany utrzymującymi się konfliktami zbrojnymi na Ukrainie i Bliskim oraz Środkowym Wschodzie, które ograniczyły m.in. wykorzystanie Kanału Sueskiego i wstrzymały rejsy przez Cieśninę Ormuz – twierdzi Marek Tarczyński, przewodniczący Rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.
– Utrzymujące się wysokie ceny paliwa oraz pogłębiający się brak kierowców negatywnie odbijają się na kondycji przewoźników, którzy w większości nie uważają pierwszego półrocza za udane. Grożą one skokowym wzrostem przewoźnego i brakami taboru, co uderzy z kolei w załadowców, którzy ten obecny wzrostowy wolumen generują – mówi.
Jak przekonuje, dodatkowo systematycznie rosną biurokratyczne i finansowe obciążenia wymiany towarowej tzw. pozataryfowymi wymogami, jak CBAM, SENT, PPWR. Wszystko to, zdaniem Marka Tarczyńskiego, powoduje, że mowa o trwałej poprawie koniunktury jest przedwczesna.
– Obserwujemy m.in. wzrost liczby zleceń w transporcie drogowym – zarówno w dystrybucji krajowej, jak i przewozach międzynarodowych – a także większe zainteresowanie magazynowaniem i usługami dodanymi, np. co-packingiem. Oczywiście aktywność zależy od sezonowości i branż, które obsługujemy. Lato, zwłaszcza tak ciepłe jak obecnie, oznacza większe wolumeny w sektorze napojowym, natomiast w logistyce magazynowej pierwsza część wakacji to okres przygotowywania standów oraz zestawów promocyjnych związanych z początkiem roku szkolnego – przyznaje Tomasz Jeleń, główny dyrektor ds. handlowych w Rohlig SUUS Logistics.
Jak wskazuje, firma jest również w początkowej fazie szczytów przewozowych poprzedzających wzmożony okres konsumpcyjny jesienią – Black Friday, Mikołajki i Boże Narodzenie.
– Zanim produkty trafią na sklepowe półki, muszą zostać sprowadzone i przetransportowane, często z odległych kierunków. Pierwsze oznaki tego trendu obserwowaliśmy już w czerwcu i lipcu, kiedy wzrosły wolumeny importu morskiego z Azji. Warto przy tym podkreślić, że od około dwóch lat szczyty przewozowe coraz bardziej rozkładają się w czasie. Firmy, wyciągając wnioski z zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw, coraz wcześniej planują dostawy, aby zwiększyć odporność swoich łańcuchów dostaw i ograniczyć ryzyko opóźnień – tłumaczy.
– Patrząc na obecne wolumeny oraz doświadczenia z poprzednich lat, spodziewamy się w kolejnych miesiącach wzrostu zainteresowania transportem kolejowym z Azji, który, dzięki krótszemu czasowi tranzytu, jest częściej wykorzystywany bliżej jesiennych szczytów sprzedażowych. Powinno towarzyszyć temu również większe zapotrzebowanie na fracht lotniczy, napędzane w dużej mierze przez sektor e-commerce – dodaje.
I przekonuje, że dziś jednym z najważniejszych wyzwań dla całej gospodarki pozostaje niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie, która przekłada się na wahania cen paliw i utrzymującą się niepewność co do ich dalszego poziomu.
– To istotny czynnik kosztowy dla wielu branż, w tym logistyki. Jeżeli ceny paliw będą nadal będą rosły, może to z czasem przełożyć się na wzrost kosztów transportu i cen towarów, wywierając presję inflacyjną oraz wpływając na tempo konsumpcji – spodziewa się.
Brakuje centralnej koordynacji
O komentarz do danych poprosiliśmy także Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.
– Istotnie, wskaźniki makroekonomiczne bezspornie wskazują na dobrą kondycję sektora TSL w Polsce. Wynika to przede wszystkim z optymizmu polskich obywateli, rankingów Polski jako państwa bezpiecznego do inwestowania, co bezpośrednio przekłada się na rozwój naszej gospodarki, a w konsekwencji stwarza nowe pola dla branży TSL. Czy jest to powód do zadowolenia? Oczywiście, że tak. Czy w związku z tym polscy obywatele mogą czuć się usatysfakcjonowani? Oczywiście, że nie – wskazuje wprost prezes ZMPD Jan Buczek.
Jego zdaniem rząd, „który - co jest zrozumiałe - naprawia i odbudowuje wiele obszarów funkcjonowania naszego państwa, oddał zagadnienia związane z relacjami gospodarczymi pod zarząd różnym resortom, które bez centralnej koordynacji eksperymentują na żywym organizmie, dociskając do ściany polski, rodzinny segment transportu, przez co tracimy potencjał na europejskich rynkach na rzecz zagranicznych uczestników rynku.”
– Przykładem może być Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które blokuje nam możliwość kontynuowania zatrudnienia kierowców-obcokrajowców, tłumacząc to rosnącym bezrobociem. Tymczasem w grupie bezrobotnych nie ma żadnych ofert od osób chętnych do podjęcia zatrudnienia w zawodzie kierowcy lub posiadających uprawnienia do wykonywania tego zawodu – podsumowuje Jan Buczek.
źródło: www.strefabiznesu.pl